Moją matką i moimi braćmi są ci, którzy słuchają słowa Bożego i wypełniają je.

22 WRZEŚNIA 2020

Wtorek

Wtorek XXV tygodnia zwykłego

Czytania: (Prz 21, 1-6. 10-13); (Ps 119 (118), 1 i 27. 30 i 34. 35 i 44); (Łk 11, 28); (Łk 8, 19-21);



Dla każdego z nas z pewnością ważna jest rodzina. Najbliżsi nam ludzie, są nieodłącznym elementem naszej codzienności...W rodzinie wszyscy się dobrze znają, wiedzą o swoich problemach...rodzina zawsze chce trzymać się razem.Nie można zatem dziwić się temu, że i najbliższa rodzina Jezusa, chciała by On był z nimi blisko...i chciała być blisko Niego. Kiedy ktoś bliski z naszej rodziny wyjeżdża, albo po prostu długo się z nim nie widzimy, naturalną rzeczą jest tęsknota...Bliscy Jezusa z pewnością też tęsknili, kiedy On tygodniami przebywał poza domem, nauczał od wioski do wioski...i od miasta do miasta....dlatego chcieli Go zobaczyć.
Próbowali przecisnąć się przez wielki tłum, by się z Nim spotkać...by mieć Go także na moment dla siebie.

Kiedy ktoś z tłumu mówi Jezusowi - Twoich bliscy czekają na Ciebie...chcą się widzieć z Tobą - Jezus mówi: Moją matką i moimi braćmi są ci, którzy słuchają słowa Bożego i wypełniają je.
To zaskakujące słowa...Dla najbliższych Jezusa mogły się okazać nawet bolesne...ale nie taki był zamiar Jezusa. On chciał pokazać, że pojęcie rodziny ma o wiele szerszą perspektywę niż tylko więzy krwi.
Że te - owszem - są ważne, ale o wiele ważniejsze jest pełnienie Woli Bożej...słuchanie Słowa Bożego i wcielanie Go w życie...Bo przecież można być spokrewnionym a jednocześnie - w kwestiach wiary - tak mocno różnić się, jakby pochodziło się z różnych zakątków świata.
Jezus mówi nam: Jeżeli będziesz słuchać Słowa Bożego, będziesz Nim żyć...tym samym stajesz się Moim bratem. Przyjęcie Chrystusa...pójście z Nim...naśladowanie Go...pociąga za sobą takie konsekwencje, że stajemy się z Nim spokrewnieni duchowo...Czyż to nie wspaniała perspektywa?

W naszej codzienności bywa tak, że w rodzinie mamy różne problemy...nie dogadujemy się...
a czasem mówimy "z rodziną dobrze wychodzi się tylko na zdjęciu"...wstydzimy się swoich rodzin...
Niektórzy z domu wynieśli same zranienia...nie poznali co to znaczy żyć w szczęśliwej rodzinie.
Recepta jest prosta: Powierzyć swoje życie Chrystusowi...Pójść za Nim...Żyć Jego Słowem...
a wtedy zostaniemy przyjęci do wielkiej rodziny uczniów Jezusa...która znaczy o wiele więcej niż
więzy krwi.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Czy po to wnosi się światło, by je postawić pod korcem lub pod łóżkiem? Czy nie po to, aby je postawić na świeczniku?

Nie przyszedłem przynieść pokoju, ale miecz.

Czwartek. Ez 36,23-28; Ps 51,12-15.18-19; Ps 95,8ab; Mt 22,1-14