Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże bardzo pragnę, żeby on już zapłonął.

24 PAŹDZIERNIKA 2019
Czwartek
Czwartek - wspomnienie dowolne bł. Kontarda Ferriniego
Czytania: (Rz 6, 19-23); (Ps 1, 1-2. 3. 4 i 6); Aklamacja (Łk 12, 49); (Łk 12, 49-53);

Wielu z nas myśli sobie, że życie chrześcijanina to sielanka...Chodzimy sobie do kościoła, modlimy się w swoich wspólnotach, śpiewamy "Chwalę Ciebie Panie i uwielbiam..." wznosimy ręce, klaszczemy...
i ogólnie jest atmosfera żywcem wyjęta z taniego landszaftu. Tymczasem to błędne myślenie, bo Jezus mówi w dzisiejszej Ewangelii:  Przyszedłem rzucić ogień na ziemię i jakże bardzo pragnę, żeby on już zapłonął. On nie przyszedł na ziemię, byśmy mogli śpiewać przy ognisku i trzymać się za ręce...
To nie komuna hippisowska. Hasła make love not war średnio tutaj pasują...
Jezus przyszedł rzucić ogień na ziemię...ogień, który z jednej strony daje ciepło, ale z drugiej będzie parzyć a nawet wypalać zło i grzech...Ewangelia, którą mamy nieść wszędzie, gdziekolwiek się pojawimy, ma rozpalać w sercach ogień...Tym ogniem jest pragnienie Miłości Bożej.
My również mamy płonąć...mieć zapał do głoszenia Dobrej Nowiny...Bo przecież nie możemy nie mówić tego, cośmy widzieli...Czy myślicie, że przyszedłem dać ziemi pokój? Nie, powiadam wam, lecz rozłam. Ogień, który przyszedł rzucić Chrystus...i który my - jako Jego uczniowie mamy rozniecać w naszych środowiskach. Jak to zrozumieć? Czy mamy z zapałem głosić Ewangelię, nawet za cenę konfliktów w naszych środowiskach? Dokładnie tak...

Bo kiedy decydujesz się na bycie uczniem Jezusa, możesz liczyć, że doświadczysz wszystkiego, ale nie doświadczysz jednego...nie doświadczysz "świętego spokoju". Jeżeli zatem chcesz mieć "święty spokój" to musisz zastanowić się, czy nadal chcesz być chrześcijaninem...To mocne słowa...ale ukazują pewną prawdę o tym, dlaczego często nasze życie wygląda tak a nie inaczej...

wielu z nas wyobraża sobie, że skoro wybrało Jezusa swoim Panem i Zbawicielem, to teraz powinna być teraz wielka sielanka. Cud, miód i orzeszki...Nie czarujmy się...Jezus mówi dziś: Odtąd bowiem pięcioro będzie rozdwojonych w jednym domu: troje stanie przeciw dwojgu, a dwoje przeciw trojgu; ojciec przeciw synowi, a syn przeciw ojcu; matka przeciw córce, a córka przeciw matce; teściowa przeciw synowej, a synowa przeciw teściowej.

Konflikty z powodu bycia uczniem Chrystusa będą miały miejsce nawet w rodzinie...
Dotychczasowi przyjaciele odwrócą się...będą stukać się w głowę. Ludzie, którzy dotąd Cię cenili, nagle przestaną Cię rozpoznawać na ulicy...Czy masz odwagę postawić wszystko na jedną kartę?
Czy masz odwagę pozwolić, by ten ogień wszystko wypalił? Teraz i tu...nie jakieś wybrane sfery w życiu, ale wszystko...
Tutaj nie ma kompromisów...kompromis w przypadku ognia jest niemożliwy...
Ognia, który ciągle płonie...ognia, który ma niewiele wspólnego z fajerwerkami, które lansuje świat.
Są one efektowne...bez wątpienia...mamią oczy...robią dużo hałasu...ale szybko gasną...
i nie dają ciepła...choć przy odrobinie nieuwagi mogą wyrządzić sporą krzywdę.

Jakiego ognia chcemy doświadczać? Prawdziwego...nieugaszonego..
.takiego, który daje ciepło...ale również spala?
Czy może tylko sztucznych ogni...zimnych...krótkotrwałych...odległych...

wprawdzie mieniących się kolorami...ale nic konkretnego nie wnoszących do życia...



Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Wielbi dusza moja Pana, i raduje się duch mój w Bogu, moim Zbawcy.

Niech wasza mowa będzie: Tak, tak; nie, nie.

Nie przyszedłem przynieść pokoju, ale miecz.