Ty jesteś Szymon, syn Jana, ty będziesz nazywał się Kefas - to znaczy: Piotr.

Sobota

 Dzisiejsze czytania: 1 J 3,7-10; Ps 98,1.7-9; Hbr 1,1-2; J 1,35-42

(J 1,35-42)
Jan Chrzciciel stał wraz z dwoma swoimi uczniami i gdy zobaczył przechodzącego Jezusa, rzekł: Oto Baranek Boży. Dwaj uczniowie usłyszeli, jak mówił, i poszli za Jezusem. Jezus zaś odwróciwszy się i ujrzawszy, że oni idą za Nim, rzekł do nich: Czego szukacie? Oni powiedzieli do Niego: Rabbi! - to znaczy: Nauczycielu - gdzie mieszkasz? Odpowiedział im: Chodźcie, a zobaczycie. Poszli więc i zobaczyli, gdzie mieszka, i tego dnia pozostali u Niego. Było to około godziny dziesiątej. Jednym z dwóch, którzy to usłyszeli od Jana i poszli za Nim, był Andrzej, brat Szymona Piotra. Ten spotkał najpierw swego brata i rzekł do niego: Znaleźliśmy Mesjasza - to znaczy: Chrystusa. I przyprowadził go do Jezusa. A Jezus wejrzawszy na niego rzekł: Ty jesteś Szymon, syn Jana, ty będziesz nazywał się Kefas - to znaczy: Piotr.




W tym fragmencie z Ewangelii są dwa ważne momenty, nad którymi chcę się zatrzymać.

1. Jan Chrzciciel rozpoznaje w Jezusie Mesjasza. Wskazuje na Niego swoim uczniom mówiąc: "Oto Baranek Boży". Jan w tych słowach uznaje swoją niższość w stosunku do Jezusa. W pokorze wycofuje się i robi miejsce Temu, który miał przyjść po nim. Pozwala też odejść swoim uczniom. Jego misja - misja ostatniego proroka Starego Testamentu dobiegła końca. Teraz czas na misję Chrystusa.

A jaka to lekcja dla nas? Każdy z nas powinien znać swoje miejsce. Mamy swoje zadania do wykonania.
Mamy głosić Dobrą Nowinę. Mamy wskazywać innym Chrystusa. Ale my sami nie jesteśmy Chrystusem.
Nie możemy wiązać się psychicznie, emocjonalnie z tymi, którym głosimy. Bo to tak naprawdę nie są nasi uczniowie... My ich tylko prowadzimy do Jedynego Nauczyciela. Kiedy już przyprowadzimy ich do Chrystusa, powinniśmy - jak Jan - powiedzieć "Oto Baranek Boży" i wycofać się w cień.

2. Drugi obraz, jaki towarzyszy mi w tym czytaniu, to obraz braci - Andrzeja i Szymona. A właściwie powołanie Szymona Piotra. Jak wiemy z powyższego fragmentu Ewangelii, Andrzej był uczniem Jana.
Dowiedział się on o tym, że Jezus jest Mesjaszem. To Jego wskazał mu Jan, którego był uczniem. Natychmiast poszedł za Barankiem Bożym, choć tak naprawdę nie wiedział dokąd idzie i co go czeka.
Fascynacja Andrzeja Jezusem była ogromna. Natychmiast pobiegł do swojego brata - Szymona podzielić się z nim radosną nowiną - znaleźliśmy Chrystusa. To "podręcznikowy" przykład ewangelizacji. Radość z doświadczenia spotkania z Bogiem, która nie zostaje tylko dla mnie. Muszę iść i powiedzieć wszystkim. Spotkałem Mesjasza. Chodź ze mną i też Go zobacz...
Każdy, kto doświadczył czegoś takiego, wie o czym jest ten fragment. :)
Szymon idzie z Andrzejem... i czeka go niespodzianka. Jezus wskazuje na Szymona i zmienia mu imię.
Daje do zrozumienia, że będzie powołany do wielkich rzeczy. Ty będziesz Piotr - Skała (Kefas).
Próbuję wyobrazić sobie, co musiał poczuć Andrzej. Tak po ludzku.
Przecież to on pierwszy poszedł za Jezusem... A Jezus nie powiedział: "słuchaj Andrzej. Dobrze się spisałeś. Cieszę się, że przyprowadziłeś swojego brata. Tak trzymaj!" To byłoby miłe... motywujące do jeszcze większego wysiłku na rzecz Królestwa Bożego. Zamiast tego Jezus wywyższył Szymona a Andrzej pozostał w cieniu swego brata.

To również dość konkretna lekcja dla nas. W głoszeniu Dobrej Nowiny nie chodzi o to, by było miło.
Nie chodzi o to, by zbierać pochwały... Jacy jesteśmy fajni i kochani, i w ogóle... sweetaśni, bo głosimy Ewangelię i ludzie nas słuchają i nawracają się... Nie... To nie jest cel naszego głoszenia.
Tu nie chodzi o zbieranie pochwał i dobre samopoczucie w związku z dobrze wykonaną robotą. Dlaczego zatem głosimy? Bo to nasz obowiązek. Paweł Apostoł pisze: "Biada mi gdybym nie głosił Ewangelii".
To nie jest nasz wybór... albo opcja do zaznaczenia. To jedyna możliwość, jaką mamy. I nie chodzi tutaj o komfort. Bo przecież nikt nam nie da ciepłych kapci i nie będzie nas głaskał po główce, że jesteśmy "cacy".
Istotą naszego głoszenia jest mówienie o tym, że spotkaliśmy Mesjasza. Jeden za nami pójdzie... Drugi nas wyśmieje. Ale to nie powinno podlegać naszym ocenom... My mamy głosić.

Może się też tak stać, że przyprowadzimy kogoś do Chrystusa... A potem ta osoba zostanie wywyższona.
Zacznie dostawać odpowiedzialne zadania we Wspólnocie Kościoła. A my? My będziemy musieli pozostać w jej cieniu. Porzućmy wtedy nasze ludzkie myślenie. Porzućmy zazdrość i pytania: dlaczego to nie ja dostałem odpowiedzialnego zadania, ale on/ona. Przecież to JA się męczyłem... Bierzmy przykład z Andrzeja i uczmy się pokory. Bo takie sytuacje będą nas spotykać. Nie miejmy do nikogo pretensji.
W końcu nie mówimy innym o Chrystusie dla własnej chwały i sławy, ale dla Chwały Bożej. 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Czy po to wnosi się światło, by je postawić pod korcem lub pod łóżkiem? Czy nie po to, aby je postawić na świeczniku?

Nie przyszedłem przynieść pokoju, ale miecz.

Czwartek. Ez 36,23-28; Ps 51,12-15.18-19; Ps 95,8ab; Mt 22,1-14