Przejdź do głównej zawartości

Jednemu dał pięć talentów, drugiemu dwa, trzeciemu jeden, każdemu według jego zdolności.

31 SIERPNIA 2019
Sobota
Sobota - wspomnienie dowolne św. Józefa z Arytmatei
Czytania: (1 Tes 4, 9-11); (Ps 98 (97), 1bcde. 7-8. 9 ); Aklamacja (J 13, 34); (Mt 25, 14-30);

(Mt 25, 14-30) - Kliknij, aby przeczytać.

Przypowieść o talentach jest dobrze znana chyba każdemu z nas...Ale za każdym razem można odkryć w niej coś nowego...Ale spójrzmy na nią od początku:
 Pewien człowiek, mając się udać w podróż, przywołał swoje sługi i przekazał im swój majątek. Jednemu dał pięć talentów, drugiemu dwa, trzeciemu jeden, każdemu według jego zdolności, i odjechał. Władca rozdziela swój majątek między sługi...Każdy dostaje inną ilość...
Czytam: każdemu według jego zdolności...Im bardziej "zdolny", tym dostaje więcej...
Jest to oczywiste...więcej zadań zawsze daje się człowiekowi, który ma większe predyspozycje.
Większa odpowiedzialność spoczywa na człowieku "bardziej uzdolnionym". Oczywiście dzisiaj kładzie się nacisk tak zwany handicap...czyli wyrównanie szans, by ci słabsi też mogli się wykazać.
OK...ale zasadniczo mamy tak, jak w przypowieści...większe zdolności - większa odpowiedzialność.

Zaraz ten, który otrzymał pięć talentów, poszedł, puścił je w obrót i zyskał drugie pięć. Tak samo i ten, który dwa otrzymał; on również zyskał drugie dwa. Mamy tutaj natychmiastową reakcję.
Człowiek, który dostał pięć talentów...i ten, który dostał dwa też...oni nie czekają...
Natychmiast przystępują do działania i pomnażają majątek.
To ważna wskazówka i dla nas...oczywiście idąc tropem talentów w dzisiejszym rozumieniu.
Mając jakąś zdolność...trzeba ją rozwijać...dbać o nią...nie można stać w miejscu albo powiedzieć sobie:
potem się o to zatroszczę. Działanie musi być szybkie...akcja - reakcja...zero opieszałości.

Ten zaś, który otrzymał jeden, poszedł i rozkopawszy ziemię, ukrył pieniądze swego pana. Zawsze zastanawiałem się czemu on akurat zakopał go w ziemi...przypisy w Piśmie Świętym przynoszą pewne wyjaśnienia, ale nie chcę się na nich skupiać...tylko poszukać własnych interpretacji. W dzieciństwie to zachowanie sługi kojarzyło mi się z zachowaniem bohatera jednej z bajek, który zakopał monety w nadziei, że wyrośnie z nich drzewo rodzące pieniądze...oczywiście postępek sługi miał inny cel...mówi on o tym, kiedy pan wraca. Tak czy siak jego czyn jest nierozsądny...I kiedy patrzymy na nasze życie, to wszelkie nasze nierozsądne zachowania...marnowanie czasu...nieefektywna praca...czy zbytnie życie na luzie...
to wszystko jest zakopywaniem talentu...W moim życiu bywało tak, że mniej przykładałem się do nauki, bo przecież umiem to, mam jakąś wiedzę...więc nie muszę się wysilać...wychodziłem wtedy zwykle z tróją
i wielkim rozczarowaniem...myśląc sobie: jakbym więcej przysiadł, miałbym z łatwością piątkę.

Kiedy wiesz o tym, że posiadasz jakąś zdolność...Twoim zadaniem jest nią pielęgnować...
a nie podchodzić do życia na zasadzie: dam sobie radę, bo jestem w "tym i tym" dobry.
Jeżeli spoczniesz na laurach...to tak jakbyś zakopał swój talent w ziemi...
Bo mówisz sobie: nie muszę się starać...z moimi zdolnościami wszystko przyjdzie mi z łatwością.

Tymczasem jest inaczej...

Po dłuższym czasie powrócił pan owych sług i zaczął rozliczać się z nimi. Wówczas przyszedł ten, który otrzymał pięć talentów. Przyniósł drugie pięć i rzekł: Panie, przekazałeś mi pięć talentów, oto drugie pięć talentów zyskałem. Rzekł mu pan: Dobrze, sługo dobry i wierny! Byłeś wierny w rzeczach niewielu, nad wieloma cię postawię: wejdź do radości twego pana! Przyszedł również i ten, który otrzymał dwa talenty, mówiąc: Panie, przekazałeś mi dwa talenty, oto drugie dwa talenty zyskałem. Rzekł mu pan: Dobrze, sługo dobry i wierny! Byłeś wierny w rzeczach niewielu, nad wieloma cię postawię: wejdź do radości twego pana! 
Pan wraca z podróży i zaczyna rozliczać się ze sługami...
Przychodzi dwóch pierwszych, którzy pomnożyli majątek...
A Pan mówi coś, na co zwróciłbym szczególną uwagę:
Dobrze, sługo dobry i wierny! Byłeś wierny w rzeczach niewielu, nad wieloma cię postawię: wejdź do radości twego pana! Ok...sługo dobry i wierny to zrozumiałe zdanie...skoro dostał większy majątek do rozporządzania jest równoznaczne z tym, że był "dobrym sługą"...ale zaraz...byłeś wierny w niewielu rzeczach? Okazuje się, że dwóch pierwszych wcale nie było takimi "dobrymi sługami"...ale ponieważ wykazali się w czasie tej próby...pan postanowił ich wywyższyć. To bardzo ważne zdanie i dla nas...
Być może i my nie jesteśmy "wierni" w wielu rzeczach...być może i my...popełniamy tysiące błędów...
ale ta jedna kwestia...umiejętne rozwijanie swoich talentów...może przyczynić się do naszego wywyższenia.
Możemy wejść do radości naszego Pana...

Przyszedł i ten, który otrzymał jeden talent, i rzekł: Panie, wiedziałem, żeś jest człowiek twardy: chcesz żąć tam, gdzie nie posiałeś, i zbierać tam, gdzieś nie rozsypał. Bojąc się więc, poszedłem i ukryłem twój talent w ziemi. Oto masz swoją własność! Ten ostatni przychodzi do pana i mówi:
wiedziałem, że jesteś twardym władcą...dlatego schowałem pieniądze w ziemi...masz je z powrotem.
Nie pomnażałem ich, bo się bałem....
Pytanie brzmi: czego bał się ten sługa? Być może tego, że pomnoży pieniądze...a potem pan, który "chce żąć tam, gdzie nie posiał" weźmie mu je...i zostanie z niczym...No ale przecież te pieniądze i tak były depozytem...Widzimy zatem całkowity bezsens jego postępowania...Ale ważne jest też to, że on w przeciwieństwie do dwóch pierwszych ma świadomość kim jest jego pan...Tamtych dwóch bez zastanowienia pomnaża majątek...ten zaś zaczął analizy...Czy mu się to będzie opłacać...co on z tego będzie miał...ale przede wszystkim na wszystko patrzył przez pryzmat tego, kim jest jego pan...
Musiał on być bardzo blisko swojego pana...a mimo to miał najmniej zdolności...bo przecież dostał tylko jeden talent.

Odrzekł mu pan jego: Sługo zły i gnuśny! Wiedziałeś, że chcę żąć tam, gdzie nie posiałem, i zbierać tam, gdziem nie rozsypał. Powinieneś więc był oddać moje pieniądze bankierom, a ja po powrocie byłbym z zyskiem odebrał swoją własność. Pan nazywa sługę: złym i gnuśnym...leniwym, opieszałym...
To wydaje się być uzasadnione...a dalej mamy potwierdzenie tego, że pomimo swej opieszałości, sługa był bliżej pana niż tamci...Pan mówi: wiedziałeś, jaki jestem...znałeś mnie doskonale...ale mimo to nie przyłożyłeś się do swojego zadania...tylko zrobiłeś to, co zwykle...poszedłeś na łatwiznę...wolałeś zakopać pieniądz w ziemi...niż wysilić się trochę i włożyć go do banku. Rozumiemy analogię...Pan mówi mniej więcej coś takiego: OK...nie chciałeś inwestować, pomnażać majątku...podejmować ryzykowne decyzje, nie musiałeś tego robić...mogłeś iść do banku...założyć lokatę itp...a Ty byłeś tak leniwy, że nawet tyle Ci się nie chciało...bo łatwiej było zakopać pieniądze w ziemi...i oddać tyle samo, ile Ci dałem...
Dlatego odbierzcie mu ten talent, a dajcie temu, który ma dziesięć talentów. Każdemu bowiem, kto ma, będzie dodane, tak że nadmiar mieć będzie. Temu zaś, kto nie ma, zabiorą nawet to, co ma. A sługę nieużytecznego wyrzućcie na zewnątrz - w ciemności! Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów.
No i na koniec nagroda i kara...ten, kto ma...będzie miał dodane...
a ten, kto nie ma...straci nawet to, co ma...
To trudne zdanie...i czasem źle rozumiane...
ale chodzi o to, że to co posiadamy...jest właśnie "depozytem"...
i kiedyś będziemy musieli się z naszego życia rozliczyć.
jeżeli zmarnowaliśmy je na bezużytecznych działaniach...stracimy nawet to, co wydawało się, że mamy.
(a więc nasze "dobra doczesne"...które gromadziliśmy z takim wysiłkiem...zakopując w ziemi "dary duchowe".)


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

W dobrych zawodach wystąpiłem, bieg ukończyłem, wiarę ustrzegłem.

Sobota Uroczystość św. Apostołów Piotra i PawłaDzisiejsze czytania: Dz 12,1-11; Ps 34,2-9; 2 Tm 4,6-9.17-18; Mt 16,18; Mt 16,13-19
(2 Tm 4,6-9.17-18) Najmilszy: Krew moja już ma być wylana na ofiarę, a chwila mojej rozłąki nadeszła. W dobrych zawodach wystąpiłem, bieg ukończyłem, wiarę ustrzegłem. Na ostatek odłożono dla mnie wieniec sprawiedliwości, który mi w owym dniu odda Pan, sprawiedliwy Sędzia, a nie tylko mnie, ale i wszystkich, którzy umiłowali pojawienie się Jego. Pośpiesz się, by przybyć do mnie szybko. Natomiast Pan stanął przy mnie i wzmocnił mię, żeby się przeze mnie dopełniło głoszenie /Ewangelii/ i żeby wszystkie narody /je/ posłyszały; wyrwany też zostałem z paszczy lwa. Wyrwie mię Pan od wszelkiego złego czynu i wybawi mię, przyjmując do swego królestwa niebieskiego; Jemu chwała na wieki wieków! Amen.

Kilka ważnych prawd od św. Pawła - W dobrych zawodach wystąpiłem, bieg ukończyłem, wiarę ustrzegłem. Paweł ma świadomość, że jego misja była "dobrymi zawodami"…

Idźcie, pokażcie się kapłanom. A gdy szli, zostali oczyszczeni.

Środa Wspomnienie św. Jozafata, biskupa i męczennikaDzisiejsze czytania: Tt 3,1-7; Ps 23,1-3.5-6; 1 Tes 5,18; Łk 17,11-19

(Łk 17,11-19) Zmierzając do Jerozolimy Jezus przechodził przez pogranicze Samarii i Galilei. Gdy wchodzili do pewnej wsi, wyszło naprzeciw Niego dziesięciu trędowatych. Zatrzymali się z daleka i głośno zawołali: Jezusie, Mistrzu, ulituj się nad nami. Na ich widok rzekł do nich: Idźcie, pokażcie się kapłanom. A gdy szli, zostali oczyszczeni. Wtedy jeden z nich widząc, że jest uzdrowiony, wrócił chwaląc Boga donośnym głosem, upadł na twarz do nóg Jego i dziękował Mu. A był to Samarytanin. Jezus zaś rzekł: Czy nie dziesięciu zostało oczyszczonych? Gdzie jest dziewięciu? żaden się nie znalazł, który by wrócił i oddał chwałę Bogu, tylko ten cudzoziemiec. Do niego zaś rzekł: Wstań, idź, twoja wiara cię uzdrowiła.
Dzisiejszy fragment z Ewangelii przybliża nam historię uzdrowienia dziesięciu trędowatych. Jezus zmierza do Jerozolimy. Na pograniczu Samarii i Galilei spotyka …

Chociaż Boga się nie boję ani z ludźmi się nie liczę, to jednak, ponieważ naprzykrza mi się ta wdowa, wezmę ją w obronę, żeby nie przychodziła bez końca i nie zadręczała mnie.

20 PAŹDZIERNIKA 2019
Niedziela
Niedziela - XXIX Niedziela zwykła
Czytania: (Wj 17, 8-13); (Ps 121 (120), 1-2. 3-4. 5-6. 7-8); (2 Tm 3, 14–4, 2); Aklamacja (Hbr 4, 12); (Łk 18, 1-8);








Kiedy rozmyślam nad tym, jak powinna wyglądać modlitwa,przede wszystkim moja modlitwa, zawsze staje mi przed oczami obraz z powyższej przypowieści. Jezus pokazuje na tym przykładzie, że modlitwa powinna być wytrwała, a nawet powinna być swego rodzaju "zawracaniem głowy" Bogu. Ale rzućmy okiem na to, co mówi Jezus: W pewnym mieście żył sędzia, który Boga się nie bał i nie liczył się z ludźmi. No tak...

Trudno do końca rozszyfrować jaki był naprawdę ten sędzia. Myślę, że dobrze wykonywał swój zawód. Może aż za dobrze. Może wyznawał zasadę: sprawiedliwość ponad wszystko.
Dura Lex, sed lex. Był legalistą. Mawiał zapewne: Prawo jest prawem. Prawo jest święte...
I nie ma okoliczności łagodzących dla nikogo. Nigdy.

To z jednej strony dobrze, bo w świecie współczesnym możemy się spotkać z odwrotnymi post…