Przejdź do głównej zawartości

Wspieraj bloga przez partronite.pl

25 - 28 X 2015 Komentarze do czytań z ostatnich dni.

25 PAŹDZIERNIKA 2015

XXX niedziela zwykła
albo uroczystość Rocznicy poświęcenia własnego kościoła

XXX niedziela zwykła: Jr 31,7-9; Ps 126, 1-6; Hbr 5,1-6; 2 Tm 1,10b; Mk 10,46-52


(Mk 10,46-52)
Gdy Jezus wraz z uczniami i sporym tłumem wychodził z Jerycha, niewidomy żebrak, Bartymeusz, syn Tymeusza, siedział przy drodze. Ten słysząc, że to jest Jezus z Nazaretu, zaczął wołać: Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną! Wielu nastawało na niego, żeby umilkł. Lecz on jeszcze głośniej wołał: Synu Dawida, ulituj się nade mną! Jezus przystanął i rzekł: Zawołajcie go! I przywołali niewidomego, mówiąc mu: Bądź dobrej myśli, wstań, woła cię. On zrzucił z siebie płaszcz, zerwał się i przyszedł do Jezusa. A Jezus przemówił do niego: Co chcesz, abym ci uczynił? Powiedział Mu niewidomy: Rabbuni, żebym przejrzał. Jezus mu rzekł: Idź, twoja wiara cię uzdrowiła. Natychmiast przejrzał i szedł za Nim drogą.

Dzisiejsza Ewangelia przenosi nas na ulice Jerycha. Gdy Jezus wraz z uczniami i sporym tłumem wychodził z Jerycha, niewidomy żebrak, Bartymeusz, syn Tymeusza, siedział przy drodze. Wszędzie tam, gdzie pojawia się Jezus, jest i tłum...Przy drodze siedzi niewidomy żebrak...
To ciekawe, że ewangelista wymienia go z imienia. Żebracy zazwyczaj są anonimowi...ten ma swoją tożsamość...Dla mnie ten fakt ma takie znaczenie, że dla Jezusa nie jesteśmy anonimowi.
On każdego z nas zna po imieniu...zna historię naszego życia...zna wszystkie problemy w naszych rodzinach. Ślepota jest nie tylko chorobą fizyczną, ale i duchową. Czasem, więc w naszym życiu duchowym zdarza nam się siedzieć w bramie...jesteśmy duchowo ślepi...nie zauważamy cudów, jakie się wokół nas dzieją...a może pragniemy takiego cudu w naszym życiu...czekamy na cud...

 Ten słysząc, że to jest Jezus z Nazaretu, zaczął wołać: Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną! 
Bartymeusz dowiedział się, że Jezus przechodzi obok i uznał to za szansę na uzdrowienie.
Zaczął wołać...Jezusie - Synu Dawida - Ulituj się nade mną! My też w chwilach utrapienia...
w momentach, gdy znajdujemy się na rozdrożu...gdy kłopoty przygniatają nas...
powinniśmy wołać z całą mocą Jezusa...To bardzo dobra modlitwa...Owszem piękne są akty strzeliste z naszych modlitewników, ale modlitwa Bartymeusza jest szczera...może będzie to najbardziej szczera modlitwa w naszym życiu...Zatem nie bójmy się tak modlić...Jezusie, Synu Dawida, Ulituj się nade mną.

Wielu nastawało na niego, żeby umilkł. Lecz on jeszcze głośniej wołał: Synu Dawida, ulituj się nade mną! W naszym życiu też często pojawiają się momenty zniechęcenia...Zdarzają się sytuacje, gdy nie widzimy rezultatów naszych modlitw...a może - jak w Ewangelii - inni ludzie mówią nam: "po co tyle się modlisz"..."modlitwa nie ma sensu"..."Bóg Cię nie wysłucha"...Co wtedy robić?
Brać przykład z niewidomego spod Jerycha - tym mocniej się modlić...
Bohater dzisiejszego fragmentu jest dla nas lekcją determinacji w modlitwie....
Modlitwa powinna być wytrwała...i pełna wiary, że Jezus każdego wysłucha...
w każdej sytuacji...Nie ma możliwości, żeby On nas nie wysłuchał...ale musimy ciągle wołać.

 Jezus przystanął i rzekł: Zawołajcie go! I przywołali niewidomego, mówiąc mu: Bądź dobrej myśli, wstań, woła cię. Jezus wykazał zainteresowanie. Jemu nie są obce problemy ludzi...On przyszedł do nas by opatrywać nasze rany, by leczyć nasze choroby...by ukoić ból naszych serc.
Jezus mówi: Zawołajcie go...To zachowanie może dziwić...Dlaczego nie podszedł do ślepca, nie dotknął go i nie uzdrowił...ale chce by to on przyszedł do niego?
Bo czasem do uzdrowienia potrzebne jest zrobienie kroku przez nas...podjęcie pewnej decyzji.
Owszem można się modlić, prosząc by Jezus przemieniał nasze życie, ale jeśli jednocześnie będziemy nadal siedzieć sam na sam ze swoimi problemami...to niewiele się zmieni...
Czasem trzeba wstać...i zrobić krok do przodu...podjąć radykalną decyzję...
A wtedy Jezus będzie działać.
Ważną rolę pełnią tutaj także inni ludzie...przyjaciele...bracia ze wspólnoty...
słowa otuchy:  Bądź dobrej myśli, wstań, woła cię potrafią zdziałać cuda...
Samotnie się nie zbawimy...ale we wspólnocie...
Wiem z doświadczenia, że dobre słowo zawsze pomaga...
człowiek wtedy inaczej spogląda na świat.
I ma siłę walczyć...starać się...

On zrzucił z siebie płaszcz, zerwał się i przyszedł do Jezusa. To bardzo ciekawe zdanie...
Bartymeusz był żebrakiem. Nie miał nic, oprócz swojego płaszcza...Płaszcz był jego jedynym bogactwem...A jednak...kiedy zawołał go Jezus, on zrzucił z siebie płaszcz i przyszedł do Jezusa.
Wokoło był wielki tłum...Bartymeusz musiał sobie zdawać sprawę, że być może już nie odnajdzie swojego płaszcza...Ten zostanie zadeptany przez tłum...ale nie zważa na to...
Jezus go przecież zawołał..."Syn Dawida" zwrócił na niego uwagę...na zwykłego, ślepego żebraka.
Dlatego jego jedyne bogactwo już się nie liczy...bo przecież Jezus go uzdrowi...

A Jezus przemówił do niego: Co chcesz, abym ci uczynił? Powiedział Mu niewidomy: Rabbuni, żebym przejrzał. Jezus pyta go: Co chcesz abym ci uczynił? Z pozoru to pytanie jest bez sensu...
Przecież Jezus dobrze wie, jaki problem ma Bartymeusz...Dlaczego, więc pyta go: Co chcesz abym ci uczynił? Odpowiem jak ja to widzę...Nie wystarczy przyjść do Jezusa...Trzeba wiedzieć po co się przychodzi...Owszem On zna nasze problemy...ale wymaga od nas byśmy wyrazili wprost, czego nam potrzeba...jeżeli sam nie wiesz, czego chcesz, to jak Jezus ma Ci pomóc?
On nie będzie uszczęśliwiać Cię na siłę...dając Ci "ogólne błogosławieństwo"...
Dlatego, kiedy masz problem, powierzaj go Bogu...wprost...
Bez kręcenia...kombinowania...
100% szczerości...Jak Bartymeusz...
On mówił: Rabbuni, żebym przejrzał. Rabbuni...Mój nauczycielu...
Jakie to słowo jest delikatne...wręcz pieszczotliwe...Rabbuni...tłumaczenie "mój nauczycielu"
nie oddaje ładunku emocjonalnego tego słowa...Mamy do Jezusa mówić Rabbuni...
Z taką miłością, ufnością...pokorą...się zwracać...
i prosić by każdy z nas przejrzał...By Jezus leczył nas z różnych form ślepoty, jaka często nas ogarnia.

Jezus mu rzekł: Idź, twoja wiara cię uzdrowiła. Natychmiast przejrzał i szedł za Nim drogą.
To wiara uzdrawia...Jeżeli będziemy mieć wiarę, w naszym życiu będą dziać się cuda...
A wtedy pozostanie nam tylko pójść z Naszym Mistrzem.


26 PAŹDZIERNIKA 2015

Poniedziałek

Dzisiejsze czytania: Rz 8,12-17; Ps 68,2.4.6-7.20-21; J 17,17; Łk 13,10-17

(Łk 13,10-17)
Jezus nauczał w szabat w jednej z synagog. A była tam kobieta, która od osiemnastu lat miała ducha niemocy: była pochylona i w żaden sposób nie mogła się wyprostować. Gdy Jezus ją zobaczył, przywołał ją i rzekł do niej: Niewiasto, jesteś wolna od swej niemocy. Włożył na nią ręce, a natychmiast wyprostowała się i chwaliła Boga. Lecz przełożony synagogi, oburzony tym, że Jezus w szabat uzdrowił, rzekł do ludu: Jest sześć dni, w których należy pracować. W te więc przychodźcie i leczcie się, a nie w dzień szabatu! Pan mu odpowiedział: Obłudnicy, czyż każdy z was nie odwiązuje w szabat wołu lub osła od żłobu i nie prowadzi, by go napoić? A tej córki Abrahama, którą szatan osiemnaście lat trzymał na uwięzi, nie należało uwolnić od tych więzów w dzień szabatu? Na te słowa wstyd ogarnął wszystkich Jego przeciwników, a lud cały cieszył się ze wszystkich wspaniałych czynów, dokonywanych przez Niego.

Jezus nauczał w szabat...W synagodze była kobieta, która miała ducha niemocy.
Była pochylona i nie mogła się wyprostować. Taki stan trwał 18 lat. W naszym życiu też często jesteśmy przygniatani przez ducha niemocy. Czasem przejawia się to cierpieniem fizycznym, chorobami...czasem przygniatają nas problemy...To sprawia, że nie możemy się wyprostować.
Nie możemy chodzić z wysoko podniesioną głową...Kompleksy...A może jakieś wstydliwe sprawy...
Może poczucie grzeszności...To wszystko sprawia, że chodzimy pochyleni...

Jezus przywołał ją i rzekł do niej: Niewiasto, jesteś wolna od swej niemocy. Włożył na nią ręce, a natychmiast wyprostowała się i chwaliła Boga. Nasz jedyny ratunek jest w Jezusie...
On uwalnia nas z naszych niemocy...Kiedy się do Niego zwrócimy...uzdrowi nas...
uwolni...a wtedy będziemy mogli chodzić wyprostowani...z dumnie podniesioną głową...
I będziemy chwalić Boga ze wszystkich swoich sił...

Lecz przełożony synagogi, oburzony tym, że Jezus w szabat uzdrowił, rzekł do ludu: Jest sześć dni, w których należy pracować. W te więc przychodźcie i leczcie się, a nie w dzień szabatu! Dla przełożonego synagogi uzdrowienia dokonywane przez Jezusa nie różnią się niczym od "usług" świadczonych przez lekarzy...Dla niego to praca...Dlatego oburza go, że ludzie przychodzą w szabat, by Jezus ich leczył.
A uzdrawianie jest pogwałceniem szabatu...Jakie to przewrotne myślenie...

Pan mu odpowiedział: Obłudnicy, czyż każdy z was nie odwiązuje w szabat wołu lub osła od żłobu i nie prowadzi, by go napoić? A tej córki Abrahama, którą szatan osiemnaście lat trzymał na uwięzi, nie należało uwolnić od tych więzów w dzień szabatu? 
Jezus demaskuje przewrotność takiego myślenia...i obłudę uczonych w Piśmie.
W czasie szabatu każdy odwiązuje zwierzęta od żłobów, by je napoić. W takim wypadku szabat nie obowiązuje....Zatem uzdrowienie jest uwolnieniem od choroby...
A w tym wypadku chodziło o uwolnienie spod władzy szatana...
Uczynienie czegoś dobrego...uratowanie komuś życia...jest o wiele ważniejsze niż przestrzeganie zasad szabatu. Bo to szabat jest dla człowieka a nie człowiek dla szabatu...

 Na te słowa wstyd ogarnął wszystkich Jego przeciwników, a lud cały cieszył się ze wszystkich wspaniałych czynów, dokonywanych przez Niego. Wszystkich przeciwników ogarnął wstyd...
Jezus głosi Dobrą Nowinę z mocą...czyni cuda...i potrafi uargumentować słuszność tego, co robi.
Jego przeciwnicy zaś tak bardzo zakopali się w gąszczu zasad, że nie dostrzegają, że Bóg jest pośród nich...i to Bóg czyni cuda...


27 PAŹDZIERNIKA 2015

Wtorek

Dzisiejsze czytania: Rz 8,18-25; Ps 126,1-6; Mt 11,25; Łk 13,18-21

(Łk 13,18-21)
Jezus mówił: Do czego podobne jest królestwo Boże i z czym mam je porównać? Podobne jest do ziarnka gorczycy, które ktoś wziął i posadził w swoim ogrodzie. Wyrosło i stało się wielkim drzewem, tak że ptaki powietrzne gnieździły się na jego gałęziach. I mówił dalej: Z czym mam porównać królestwo Boże? Podobne jest do zaczynu, który pewna kobieta wzięła i włożyła w trzy miary mąki, aż wszystko się zakwasiło.

Jezus od początku swojej misji, ogłasza Królestwo Boże...
Dobra Nowina to przybliżanie Królestwa Bożego...
W dzisiejszym fragmencie z Ewangelii słyszymy dwa porównania.
Królestwo Boże podobne jest zatem do ziarnka gorczycy, które ktoś wziął i posadził w swoim ogrodzie. 
Podobne jest też  do zaczynu, który pewna kobieta wzięła i włożyła w trzy miary mąki.
Z ziarnka gorczycy wyrasta drzewo...z zaczynu zmieszanego z mąką, można upiec chleb.
Ale pierwszy krok zawsze należy do nas...

Z ziarnka leżącego w worku, nic nie wyrośnie...
Z zaczynu leżącego w spiżarni, nie upieczmy chleba.

Nasza inicjatywa...nasza akcja...konkretne działanie...pobudza Królestwo Boże do wzrostu.
By Boże Królestwo mogło się rozwijać z dynamizmem potrzebni jesteśmy MY.
My - jako zaangażowani chrześcijanie...prawdziwi uczniowie Chrystusa.
Gotowi rzucić wszystko, co dotychczas nas absorbowało...i nastrojeni na słuchanie Nauczyciela.
Dopiero wtedy będziemy mogli obserwować ten niesamowity wzrost...
Rozszerzanie się Królestwa Bożego...

Ziarnko gorczycy (ale i każdej innej rośliny) nosi w sobie potencjał...
Jest niepozorne...ale kiedy zostanie wrzucone w ziemię, zaczyna się cud...
Życie z niego eksploduje...dosłownie...skorupka pęka...pojawia się kiełek...
a potem powoli wyrasta roślina...

Zaczyn też nosi w sobie potencjał...ale ujawnia się on dopiero wtedy, gdy weźmiemy zaczyn,
weźmiemy mąkę, wodę...wymieszamy składniki...To niesamowite...obserwować ten wzrost.
W dzieciństwie z wielkim zaciekawieniem przyglądałem się jak "rośnie" drożdżowe ciasto.
z odrobiny masy robiła się cała miska ciasta...

Kiedy przekładamy te obrazy na życie duchowe, wszystko staje się jasne...
I wiemy, że narzekanie na "zepsuty świat" nic nie da...
Zadawanie pytań typu "gdzie jest to Boże Królestwo"..."dlaczego Go nie widać"...jest bez sensu...
Ono jest pośród nas...Sam Jezus to powiedział...Ale musimy się ruszyć ze swoich miejsc...
Wyjść ze swoich klatek...
I sprawić by Królestwo Boże zaczęło się rozrastać...

Samo nic się nie dokona...

28 PAŹDZIERNIKA 2015

Środa

Święto świętych Apostołów Szymona i Judy Tadeusza

Dzisiejsze czytania: Ef 2,19-22; Ps 19,2-5; Łk 6,12-19

(Łk 6,12-19)
Zdarzyło się, że Jezus wyszedł na górę, aby się modlić, i całą noc spędził na modlitwie do Boga. Z nastaniem dnia przywołał swoich uczniów i wybrał spośród nich dwunastu, których też nazwał apostołami: Szymona, którego nazwał Piotrem; i brata jego, Andrzeja; Jakuba i Jana; Filipa i Bartłomieja; Mateusza i Tomasza; Jakuba, syna Alfeusza, i Szymona z przydomkiem Gorliwy; Judę, syna Jakuba, i Judasza Iskariotę, który stał się zdrajcą. Zeszedł z nimi na dół i zatrzymał się na równinie. Był tam duży poczet Jego uczniów i wielkie mnóstwo ludu z całej Judei i Jerozolimy oraz z wybrzeża Tyru i Sydonu; przyszli oni, aby Go słuchać i znaleźć uzdrowienie ze swych chorób. Także i ci, których dręczyły duchy nieczyste, doznawali uzdrowienia. A cały tłum starał się Go dotknąć, ponieważ moc wychodziła od Niego i uzdrawiała wszystkich.

Co jest ważne w tym fragmencie? Co można zobaczyć w opisie wyboru Dwunastu?
Pierwsza ważna rzecz...Jezus spędza noc na modlitwie...Wybór nie jest wyborem pochopnym
Owszem Jezus mógł podjąć natychmiastową decyzję...Był w końcu nie tylko człowiekiem, ale i Bogiem.
Ale jednak modlił się do Ojca...A potem dopiero wybrał apostołów.

Co nam to mówi? Również powinniśmy spędzać noce na modlitwie...
powinniśmy wychodzić w góry...niekoniecznie dosłownie...ale jeżeli miałoby nam to pomóc w modlitwie,
to czemu nie...Powinniśmy rozwijać właśnie taką formę modlitwy - adorację. To może nam bardzo pomóc inaczej przeżywać swoje życie...

Dalej mamy wybór:..Jezus powołuje każdego po imieniu...Nie ma takiej sytuacji, że wskazuje palcem i mówi: Ty, Ty, Ty...i Ty...ale mamy konkretne osoby...nie ma numerków...są imiona...konkretne imiona.
Każde imię to bardzo ważna sprawa...kiedyś nadanie imienia było nadaniem tożsamości człowiekowi.
Także naszej - słowiańskiej kulturze było to widoczne...
Jezus także i Ciebie chce wyłowić z anonimowego tłumu...czyni to ze mną...i z każdym z nas...
nie jesteś numerkiem...nie jesteś "peselem". Jesteś konkretną osobą...o konkretnym imieniu.
konkretnej historii życia...niepowtarzalnej.
Jesteś wyjątkowy...bo powołany...

to ważna sprawa dla każdego z nas...

Komentarze

Najczęściej czytane posty

Bądźcie więc roztropni jak węże, a nieskazitelni jak gołębie!

Piątek Wspomnienie św. Brunona Bonifacego z Kwerfurtu, biskupa i męczennikaDzisiejsze czytania: Rdz 46,1-7.28-30; Ps 37,3-4.18-19.27-28.39-40; J 14,26; Mt 10,16-23
(Mt 10,16-23) Jezus powiedział do swoich apostołów: Oto Ja was posyłam jak owce między wilki. Bądźcie więc roztropni jak węże, a nieskazitelni jak gołębie! Miejcie się na baczności przed ludźmi! Będą was wydawać sądom i w swych synagogach będą was biczować. Nawet przed namiestników i królów będą was wodzić z mego powodu, na świadectwo im i poganom. Kiedy was wydadzą, nie martwcie się o to, jak ani co macie mówić. W owej bowiem godzinie będzie wam poddane, co macie mówić, gdyż nie wy będziecie mówili, lecz Duch Ojca waszego będzie mówił przez was. Brat wyda brata na śmierć i ojciec syna; dzieci powstaną przeciw rodzicom i o śmierć ich przyprawią. Będziecie w nienawiści u wszystkich z powodu mego imienia. Lecz kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony. Gdy was prześladować będą w tym mieście, uciekajcie do innego. Zaprawdę, pow…

A oto imiona dwunastu apostołów....

6 LIPCA 2016
Środa
Wspomnienie bł. Marii Teresy Ledóchowskiej, dziewicy
Dzisiejsze czytania: Oz 10,1-3.7-8.12; Ps 105,2-7; Mk 1,15; Mt 10,1-7

 (Mt 10,1-7)
Jezus przywołał do siebie dwunastu swoich uczniów i udzielił im władzy nad duchami nieczystymi, aby je wypędzali i leczyli wszystkie choroby i wszelkie słabości. A oto imiona dwunastu apostołów: pierwszy Szymon, zwany Piotrem, i brat jego Andrzej, potem Jakub, syn Zebedeusza, i brat jego Jan, Filip i Bartłomiej, Tomasz i celnik Mateusz, Jakub, syn Alfeusza, i Tadeusz, Szymon Gorliwy i Judasz Iskariota, ten, który Go zdradził. Tych to Dwunastu wysłał Jezus, dając im następujące wskazania: Nie idźcie do pogan i nie wstępujcie do żadnego miasta samarytańskiego! Idźcie raczej do owiec, które poginęły z domu Izraela. Idźcie i głoście: Bliskie już jest królestwo niebieskie.

Nie przyszedłem przynieść pokoju, ale miecz.

Poniedziałek Wspomnienie św. Bonawentury, biskupa i doktora KościołaDzisiejsze czytania: Wj 1,8-14.22; Ps 124,1-8; Mt 10,40; Mt 10,34-11,1
(Mt 10,34-11,1)
Jezus powiedział do swoich apostołów: Nie sądźcie, że przyszedłem pokój przynieść na ziemię. Nie przyszedłem przynieść pokoju, ale miecz. Bo przyszedłem poróżnić syna z jego ojcem, córkę z matką, synową z teściową; i będą nieprzyjaciółmi człowieka jego domownicy. Kto kocha ojca lub matkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien. I kto kocha syna lub córkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien. Kto nie bierze swego krzyża, a idzie za Mną, nie jest Mnie godzien. Kto chce znaleźć swe życie, straci je, a kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je. Kto was przyjmuje, Mnie przyjmuje; a kto Mnie przyjmuje, przyjmuje Tego, który Mnie posłał. Kto przyjmuje proroka, jako proroka, nagrodę proroka otrzyma. Kto przyjmuje sprawiedliwego, jako sprawiedliwego, nagrodę sprawiedliwego otrzyma. Kto poda kubek świeżej wody do picia jednemu z tyc…

Niech wasza mowa będzie: Tak, tak; nie, nie.

Sobota Wspomnienie bł. Jolanty, zakonnicyDzisiejsze czytania: 2 Kor 5,14-21; Ps 103,1-4.8-9.11-12; Ps 119,36a.29b; Mt 5,33-37
(Mt 5,33-37) Jezus powiedział do swoich uczniów: Słyszeliście, że powiedziano przodkom: "Nie będziesz fałszywie przysięgał, lecz dotrzymasz Panu swej przysięgi". A Ja wam powiadam: Wcale nie przysięgajcie, ani na niebo, bo jest tronem Bożym; ani na ziemię, bo jest podnóżkiem stóp Jego; ani na Jerozolimę, bo jest miastem wielkiego Króla. Ani na swoją głowę nie przysięgaj, bo nie możesz nawet jednego włosa uczynić białym albo czarnym. Niech wasza mowa będzie: Tak, tak; nie, nie. A co nadto jest, od Złego pochodzi.
Jezus zatrzymuje się na przykazaniu ósmym...mało tego rozszerza je. Przykazanie mówi by nie przysięgać fałszywie...by nie dawać fałszywego świadectwa...Ale to mało by być uczniem Chrystusa...Jezus rozszerza przykazanie mówiąc: Wcale nie przysięgajcie...

Jest jeszcze jedno pouczenie...i myślę, że na nim warto się zatrzymać na dłużej: Niech wasza…

Dwaj uczniowie Jezusa byli w drodze do wsi, zwanej Emaus, oddalonej sześćdziesiąt stadiów od Jerozolimy.

Środa w oktawie WielkanocyDzisiejsze czytania: Dz 3,1-10; Ps 105,1-4.8-9; Ps 118,24; Łk 24,13-35

(Łk 24,13-35) W pierwszy dzień tygodnia dwaj uczniowie Jezusa byli w drodze do wsi, zwanej Emaus, oddalonej sześćdziesiąt stadiów od Jerozolimy. Rozmawiali oni z sobą o tym wszystkim, co się wydarzyło. Gdy tak rozmawiali i rozprawiali z sobą, sam Jezus przybliżył się i szedł z nimi. Lecz oczy ich były niejako na uwięzi, tak że Go nie poznali. On zaś ich zapytał: Cóż to za rozmowy prowadzicie z sobą w drodze? Zatrzymali się smutni. A jeden z nich, imieniem Kleofas, odpowiedział Mu: Ty jesteś chyba jedynym z przebywających w Jerozolimie, który nie wie, co się tam w tych dniach stało. Zapytał ich: Cóż takiego? Odpowiedzieli Mu: To, co się stało z Jezusem Nazarejczykiem, który był prorokiem potężnym w czynie i słowie wobec Boga i całego ludu; jak arcykapłani i nasi przywódcy wydali Go na śmierć i ukrzyżowali. A myśmy się spodziewali, że On właśnie miał wyzwolić Izraela. Tak, a po tym wszystkim …