piątek, 21 lipca 2017

Syn Człowieczy jest Panem szabatu.

21 LIPCA 2017
Piątek
Dzień powszedni
Dzisiejsze czytania: Wj 11,10-12,14; Ps 116b,12-13.15-18; J 10,27; Mt 12,1-8

(Mt 12,1-8) - kliknij aby przeczytać.

Dyskusje na temat szabatu zawsze były elektryzujące....Tak jest i tym razem. Faryzeusze zarzucają uczniom Jezusa, że łamią szabat, bo łuskają kłosy...To lekka przesada...Bo przecież jakim problemem jest zerwanie kłosa i zaspokojenie głodu ziarenkami zboża? No dla faryzeuszy to jednak jest problem... Bo takie zachowanie narusza szabat... Ale Jezus odpowiada na ten zarzut przytoczeniem historii ze Starego Testamentu.

Nie czytaliście, co uczynił Dawid, gdy był głodny, on i jego towarzysze? Jak wszedł do domu Bożego i jadł chleby pokładne, których nie było wolno jeść jemu ani jego towarzyszom, tylko samym kapłanom?

Wielki król Dawid wraz z towarzyszami jadł chleby pokładne, które mogli jeść tylko kapłani... I nie stanowiło to większego problemu...A przecież Prawo również mówiło o tym, że kapłani naruszający dzień szabatu są bez winy....Dlatego wyciąganie jakiegoś jednego punktu tylko po to by zaatakować uczniów jest przejawem dwulicowości...

Oto powiadam wam: Tu jest coś większego niż świątynia. To zaskakujące zdanie...Tu jest coś większego niż świątynia...To, co się teraz rozgrywa...historia zbawienia...głoszenie Dobrej Nowiny to coś ważniejszego niż świątynia...niż prawa świątyni...Chrystus nazywa siebie Panem szabatu... Jest Synem Bożym...a szabat został ustanowiony przez Boga... i jest jeszcze jedna myśl:

Chcę raczej miłosierdzia niż ofiary, nie potępialibyście niewinnych. Bez miłosierdzia wszystkie ofiary, wszystkie szabaty są tylko pustymi rytuałami...zwyczajami przekazywanymi z pokolenia na pokolenie...Nie mają żadnego znaczenia...Tylko w połączeniu z miłosierdziem względem bliźniego...mają jakieś znaczenie.

czwartek, 20 lipca 2017

Przyjdźcie do Mnie wszyscy (...) A Ja was pokrzepię.

20 LIPCA 2017
Czwartek
Wspomnienie bł. Czesława
Dzisiejsze czytania: Wj 3,13-20; Ps 105,1.5.8-9.24-27; Mt 11,28; Mt 11,28-30

(Mt 11,28-30) - kliknij aby przeczytać

Przyjść do Jezusa...to jedyny sposób by zostać pokrzepionym... Każdy z nas dźwiga swoje trudy i cierpienia... Wszyscy jesteśmy obciążeni... Ale jeżeli przyjdziemy do Niego...i oddamy to w Jego ręce...On nie pozostanie nam obojętny. Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Ale to zdanie może dziwić...Być obciążonym i pójść do Jezusa? OK... To jasne...i oczywiste...i wiara w to, że On pomoże jest również jakaś...naturalna... Ale wziąć na siebie Jego jarzmo? Przecież przychodzę do Niego jako człowiek utrudzony? Dlaczego zatem mam brać Jego jarzmo? Ten paradoks wyjaśniony jest następnym zdaniu: Albowiem jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie. Pójście za Chrystusem to pewien paradoks...bo z jednej strony bierzemy na siebie jarzmo... czyli jakbyśmy oddawali Mu się w niewolę...paradoksalnie jednak ta "niewola" jest większą wolnością niż nasza pozorna wolność, która właśnie czyni nas utrudzonymi i obciążonymi... Jezus mówi: jarzmo moje jest słodkie...a brzemię lekkie... Czyli bycie "niewolnikiem" Jezusa jest lepsze niż bycie człowiekiem obciążonym "wolnością".

środa, 19 lipca 2017

Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom.

19 LIPCA 2017
Środa
Dzień powszedni
Dzisiejsze czytania: Wj 3,1-6.9-12; Ps 103,1-4.6-7; Mt 11,25; Mt 11,25-27

Mt 11, 25-27 - kliknij aby przeczytać.

Jezus w modlitwie wysławia Ojca. W tym fragmencie z Ewangelii czytamy: Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom. To zaskakujące słowa...Bóg zakrył prawdy naszej wiary, prawdy życia...zakrył prawdy o zbawieniu i o Królestwie Bożym...zakrył to wszystko przed mądrymi i roztropnymi...a objawił je prostaczkom.

Warto wyróżnić tutaj parę spraw... Prostaczek to nie jest prostak... owszem przyjęło się mówić, że prostaczkowie, to ludzie niewykształceni, prości, ubodzy... Ludzie, którzy myślą w prosty sposób...Dlatego też przeciwstawia się ich ludziom mądrym i roztropnym. A więc...wykształconym, inteligentnym...mającym spore doświadczenie teoretyczne... Dlaczego Jezus przeciwstawia te dwie grupy?

Do mądrych i roztropnych należeli arcykapłani, faryzeusze...elita religijna Izraela. Ludzie prości - prostaczkowie, to ci, którzy poszli za Jezusem...którzy słuchają Jego słów. To także Jego najbliżsi uczniowie... Warto też podkreślić fakt, że pierwsi w betlejemskiej grocie byli pasterze...zatem również ludzie prości. Ludzie niewykształceni... Czym zatem charakteryzuje się druga grupa? Faryzeusze nieustannie wystawiają Jezusa na próbę, próbują złapać Go na jakieś "herezji"... Nieustannie kwestionują Jego nauczanie...A nawet jeżeli się z tym nauczaniem zgadzają, to trudno im się do tego przyznać na głos. Jezus w swojej mowie uwypukla konflikt między prostą, wręcz dziecinną wiarą...a rozumem...przesadnym intelektualizmem.

OK...nie ma nic złego w przeżywaniu wiary intelektualnie...sam papież Jan Paweł II pisał o dwóch skrzydłach, którymi są wiara i rozum. Ale trzeba pamiętać o tym, że "błogosławieni, którzy nie widzieli a uwierzyli". A tacy właśnie są prostaczkowie... Im nie potrzeba dowodów...im nie potrzeba rozpraw teologicznych... Dla nich wystarczy sama obecność Żywego Boga...im wystarczą Jego słowa.... Człowiek zbyt mocno polegający na rozumie, może się pogubić... ponieważ ciągle szuka znaków...potrzebuje dowodów... Nieustannie krzyczy "sprawdzam"...a przecież nie o to chodzi w wierze... Jasne potrzebujemy również "mądrych i roztropnych"...bez nich świat byłby uboższy. Ale to na prostaczkach Chrystus zbudował Kościół...i choć traktaty teologiczne będą wciąż powstawać, to wiara prostaczków...i ich modlitwa...będzie działać cuda... I na koniec jeszcze jedna myśl...i pytanie zarazem...

Czy można być "mądrym i roztropnym" a jednocześnie "prostaczkiem"? Bez wątpienia tak...bo prostota prostaczka nie leży w jego wykształceniu czy statusie majątkowym. Ale jest to postawa serca... Starajmy się zatem stawać się "prostaczkami" nawet jeżeli mamy tytuły profesorskie.

wtorek, 18 lipca 2017

Tyrowi i Sydonowi lżej będzie w dzień sądu niż wam.

18 LIPCA 2017
Wtorek
Dzień powszedni
Dzisiejsze czytania: Wj 2,1-15a; Ps 69,3.14.30-31.33-34; Ps 95,8ab; Mt 11,20-24

(Mt 11,20-24) - kliknij aby przeczytać.

Biada wam...Rzadko te słowa padają z ust Jezusa...a jednak padają... wypowiada je w kierunku miast, które nie uwierzyły... w pierwszym zdaniu czytamy: Jezus począł czynić wyrzuty miastom, w których najwięcej Jego cudów się dokonało, że się nie nawróciły.
To paradoks. Miasta, w których dokonało się najwięcej cudów... i nie nawróciły się...To dziwne...powinno być odwrotnie... Ale nie jest... Dlaczego? Skąd taka zatwardziałość serc....? Skąd takie podejście mieszkańców... Może to zbytni racjonalizm? Próba wyjaśnienia cudów... Może takie faryzejskie myślenie: za sprawą Belzebuba wyrzuca złe duchy... Chęć za wszelką cenę zakwestionowania cudów...zakwestionowania tego, że Jezus jest Mesjaszem. Byle tylko móc dalej robić swoje...Tam gdzie była otwartość na Jego Dobrą Nowinę, tam nie były potrzebne cuda...a tam gdzie mieszkańcy byli zamknięci na nawrócenie...tam choćby działy się spektakularne rzeczy, to i tak się nikt nie nawróci... Stąd też to Jezusowe biada.... biada, które równie mocno mogłoby zabrzmieć dzisiaj... kiedy kwestionuje się działanie Jezusa we współczesnym świecie. Gdzie racjonalizuje się wiarę...a charyzmatycznego duchownego nazywa się "szamanem". (mimo że mówi on wprost: to nie ja uzdrawiam...to Chrystus) Starajmy się zatem pogłębiać swoją wiarę...i każdego dnia nawracać się... By Chrystus nie musiał zawołać: Biada Ci Warszawo, Londynie, Paryżu...

poniedziałek, 17 lipca 2017

Nie sądźcie, że przyszedłem pokój przynieść na ziemię. Nie przyszedłem przynieść pokoju, ale miecz.

17 LIPCA 2017
Poniedziałek
Dzień powszedni
Dzisiejsze czytania: Wj 1,8-14.22; Ps 124,1-8; Mt 10,40; Mt 10,34-11,1

Mt 10,34-11,1 - kliknij aby przeczytać.

Fragment Ewangelii na dziś rozpoczyna się bardzo niepokojącym zdaniem. Jezus mówi: Nie sądźcie, że przyszedłem pokój przynieść na ziemię. Nie przyszedłem przynieść pokoju, ale miecz. Zaraz - można pomyśleć - przecież mówimy o Jezusie: Książę Pokoju... A On sam mówi, że nie przyszedł na ziemię po to by przynieść pokój, ale miecz? O co chodzi? Dlaczego miecz? Przecież Jezus przyniósł nam zbawienie...dlaczego zatem mowa jest o mieczu?

Pamiętamy chyba dobrze ostatnie fragmenty, które mówiły o prześladowaniach, jakich doświadczać będą uczniowie Chrystusa...decydując się iść za Nim...i ogłaszać Jego Chwałę...na całym świecie...
Nie przyszedłem z pokojem...ale z mieczem....Całe życie Chrystusa przecież było naznaczone mieczem.... Niebezpieczeństwo czyhało na każdym kroku...od wczesnego dzieciństwa...
A potem....prześledźmy losy apostołów...i kolejnych pokoleń wierzących...aż do dnia dzisiejszego.

Jezus przyszedł przynieść miecz...By oddzielić rzeczywistość "tego świata" od rzeczywistości "królestwa Bożego"...A te dwie rzeczywistości są tak różne od siebie, że powodują konflikt... Powodują wojnę...walkę duchową...Pójście za Chrystusem powoduje niezrozumienie otoczenia...i to w najlepszym wypadku...Przyznanie się do Jezusa powoduje wściekłość...i to czasem nawet ze strony najbliższych...Chrześcijaństwo nie jest religią dla "grzecznych dzieci"...to mówi nam dziś Jezus...

Skoro On przyszedł przynieść miecz...a więc konfrontację...może nawet wojnę... To znaczy, że każdy z nas...uznając Jezusa za Pana i Zbawiciela...trafia w sam środek wojny, ale - jak pisze św. Paweł - nie toczymy walki przeciwko krwi i ciału, ale przeciwko Zwierzchnościom i Władzom.

Bo przyszedłem poróżnić syna z jego ojcem, córkę z matką, synową z teściową; i będą nieprzyjaciółmi człowieka jego domownicy. Kolejny raz słyszymy, że konflikt z powodu wiary będzie miał miejsce również w rodzinie. Rodzina powinna być dla każdego człowieka najbezpieczniejszym miejscem. W rodzinie wszyscy powinni się rozumieć, wspierać, kochać, szanować. Jezus zapowiada jednak, że z powodu wiary w Niego, z powodu głoszenia Ewangelii, rodzina stanie się jednym z miejsc konfliktu.

Kto kocha ojca lub matkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien. I kto kocha syna lub córkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien. W kontekście wcześniejszych wersów, Jezus pokazuje, że rodzina dla kogoś, kto wierzy w Chrystusa, nie może stać się bożkiem. Kiedy uznajesz Jezusa za Pana i Zbawiciela, stawiasz Go na tronie swojego życia. Wtedy wszystko inne i wszyscy zajmują niższe miejsca. Nie chodzi zatem o to, by odciąć się od rodzin, zerwać kontakty... ale o to by mieć właściwą hierarchię wartości. Jeśli On będzie pierwszy... wszystko inne będzie na swoim miejscu. I będzie to dobre miejsce.

Kto chce znaleźć swe życie, straci je, a kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je. To taka myśl na pohybel konsumpcjonizmowi...który dziś wchodzi w nasze życie bardziej niż 2000 lat temu. Choć musiał zawsze być...bo to takie ludzkie...chęć bycia wiecznie młodym, sprawnym błyskotliwym, popularnym...być na językach...pędzić za życiem...ale to bieg na skraju przepaści....i prędzej czy później... każdy kto tak uporczywie pędzi w poszukiwaniu "eliksiru życia"...skończy mówiąc kolokwialnie "nieciekawie". Co innego poświęcenie życia dla Bożej Sprawy...włącznie z oddaniem życia dla Wyższych Celów...Ad Maiorem Dei Gloriam...wtedy to mamy obietnicę...kto straci życie z Mego powodu - znajdzie je.

We fragmencie na dziś jest też mowa o stosunku świata do uczniów...oczywiście na początku była mowa o tym, że pójście za Chrystusem wiąże się z rzeczywistością konfliktu...z rzeczywistością miecza... z rzeczywistością poróżnienia między członkami rodziny...Ale jest też druga strona... Tą drugą stroną są ludzie, którzy przyjmują uczniów...którzy chcą słuchać Dobrej Nowiny... Dla nich są dobre wieści... Kto was przyjmuje, Mnie przyjmuje; a kto Mnie przyjmuje, przyjmuje Tego, który Mnie posłał. Kto przyjmuje proroka, jako proroka, nagrodę proroka otrzyma. Kto przyjmuje sprawiedliwego, jako sprawiedliwego, nagrodę sprawiedliwego otrzyma. Kto poda kubek świeżej wody do picia jednemu z tych najmniejszych, dlatego że jest uczniem, zaprawdę powiadam wam, nie utraci swojej nagrody. Przyjmowanie uczniów jest przyjmowaniem Chrystusa...To pierwsza ważna sprawa...A ten kto nam pomoże w potrzebie ze względu na to, że jesteśmy Jego uczniami...nie utraci swej nagrody...To ważne nie tylko dla nas, ale i dla tych, do których się udamy...




























niedziela, 16 lipca 2017

Oto siewca wyszedł siać.

16 LIPCA 2017
Niedziela
XV niedziela zwykła
Dzisiejsze czytania: Iz 55,10-11; Ps 65,10-14; Rz 8,18-23; Mt 13,1-23

(Mt 13,1-23) - kliknij aby przeczytać.

Dziś w Ewangelii wsłuchujemy się w przypowieść o siewcy... Myślę, że każdy z nas potrafi z pamięci przywołać wszystkie miejsca, w które trafiają ziarna. Droga, skały, ciernie, ziemia żyzna... Te cztery lokalizacje to symbol naszego życia... Chrystus nieustannie sieje Swoje Słowo...A my? Jak na nie reagujemy... Jak je odbieramy...Gdzie moglibyśmy się odnaleźć? W której rzeczywistości.

 A gdy siał niektóre [ziarna] padły na drogę, nadleciały ptaki i wydziobały je. Może Boże Słowo w naszym wypadku upada na drogę? Może nie przynosi żadnego owocu, bo tak naprawdę słuchamy Go jednym uchem...a drugim ono wypada? A może stało się nam już tak dobrze znane, że nie zaskakuje nas...innymi słowy - spowszedniało nam? Ptaki wydziobują ziarno, które pada na drogę...Zatem Słowo, które pada na "drogi" naszego życia, najzwyczajniej ginie bezpowrotnie...bez możliwości zakiełkowania...Zostaje zadeptane, rozjechane, wymieszane z pyłem i brudem...I dlatego nie przynosi owocu...

Inne padły na miejsca skaliste, gdzie niewiele miały ziemi; i wnet powschodziły, bo gleba nie była głęboka. Lecz gdy słońce wzeszło, przypaliły się i uschły, bo nie miały korzenia. A może Twoje życie, to miejsce skaliste? Jesteś niedostępny...nic nie rośnie w Twoim życiu, bo nie ma warunków... Tylko łyse skały...żadnego życia.... Kiedy ziarno pada między skały, udaje mu się zakiełkować...ale nie ma żadnych warunków wzrostu. Gleba nie ma odpowiednich związków mineralnych...A prażące słońce szybko wysusza taką kiełkującą roślinkę...zostaje z niej tylko wiór...Może właśnie tak wygląda Twoje życie? Nie masz korzenia...niby masz jakieś życie duchowe, ale nie zapuszczasz korzeni w wierze... mówisz sobie: to tymczasowe...nie mogę się zaangażować na całego...bo przecież mogę coś stracić. Owszem dobrze się czujesz w Kościele...przeżywasz mocno wszystko, co związane z wiarą... zachwycają Cię podniosłe nabożeństwa...ale gdzieś w tym wszystkim brakuje jednak korzenia... brakuje fundamentu...na którym można się oprzeć...Dlatego przychodzi kryzys...i rezygnujesz. Nie przynosisz owocu...

Inne znowu padły między ciernie, a ciernie wybujały i zagłuszyły je. To również trudny przypadek... Ciernie zakłócą wzrost prawie każdej rośliny. Nie pozwolą jej urosnąć i wydać owoców...Może tak właśnie wygląda Twoje życie...Ciągłe problemy, troski...Chcesz wzrastać w wierze...gorąco tego pragniesz. Słuchasz Słowa Bożego, uczestniczysz w życiu Kościoła, ale jednak ciągle wszystko jest nietak. W końcu dochodzisz do wniosku: Tylu ludzi żyje z dala od Boga i świetnie im się powodzi...a ja...staram się z wszystkich sił, ale ciągle mam "pod górkę"...Troski doczesne...problemy...zagłuszają Twoją wiarę... zamykają Cię na przyjęcie Słowa Bożego i życie nim w pełni...w ten sposób nie wydajesz owocu.

Inne w końcu padły na ziemię żyzną i plon wydały, jedno stokrotny, drugie sześćdziesięciokrotny, a inne trzydziestokrotny. Na końcu mamy ziarna, które wydają plon...Ziemia żyzna to idealne środowisko wzrostu...To czyste serce, gotowe na przyjęcie Bożego Słowa...to otwarty umysł...to zapał do służby Kościołowi...Pamiętajmy jednak, że każdy wydaje inny plon. Jeden stokrotny, ale inny tylko trzydziestokrotny. I każdy mimo to jest cenny...Nie popadaj zatem w zniechęcenie...i nie zazdrość braciom, że ich rozwój duchowy jest większy niż Twój...Każdy z nas jest cenny w oczach Boga...

I jeszcze jedna myśl na końcu...

Czasem całe nasze życie wygląda jak jeden z powyższych przykładów...a czasem miewamy w życiu momenty kiedy jeden dominuje nad drugim...Możesz być głęboko wierzący...możesz przez większość swojego życia doświadczać: "żyznej gleby"...ale w pewnym momencie życia może pojawić się kryzys... kiedy Ziarno Słowa pada "między ciernie". Nie można się wtedy zrażać...Tylko walczyć... I ufać Bogu, że On może wszystko zmienić...nawet największą pustynię zmieni w czarnoziem.


sobota, 15 lipca 2017

Czyż nie sprzedają dwóch wróbli za asa? A przecież żaden z nich bez woli Ojca waszego nie spadnie na ziemię.

15 LIPCA 2017
Sobota
Wspomnienie św. Bonawentury
Dzisiejsze czytania: Rdz 49,29-33.50,15-26; Ps 105,1-4.6-7; 1 P 4,14; Mt 10,24-33

Mt 10,24-33 - kliknij aby przeczytać

Najważniejsze przesłanie z tego fragmentu? Nie bać się...Jezus wiele razy zachęca nas do odwagi... I mamy tu jeszcze kilka ważnych myśli...Ale od początku.Jeśli pana domu przezwali Belzebubem, o ileż bardziej jego domowników tak nazwą. To jest ciekawe zdanie...Jezus odnosi się tutaj do historii, w której nazwany został Belzebubem...Mówi jasno: jeżeli Mnie tak nazywano, was też to czeka... Jeżeli Mnie prześladowano, was też prześladować będą...i tu po raz pierwszy pada: Więc się ich nie bójcie! Nie bać się prześladowców...nie bać się oskarżycieli...bo to wszystko już było...tego doświadczył Chrystus...więc i Jego uczniowie - i my doświadczymy...

Dlatego w pierwszym zdaniu Jezus mówił: Uczeń nie przewyższa nauczyciela ani sługa swego pana. Nie będziemy zatem traktowani lepiej niż nasz Nauczyciel...tego bądźmy pewni...Ale mimo, że będzie tak źle...(no a przynajmniej nie będzie tak dobrze, jak sobie myślimy) nie wolno nam się bać...To Jezus mówi wyraźnie...NIE BÓJCIE SIĘ... Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, lecz duszy zabić nie mogą. Bójcie się raczej Tego, który duszę i ciało może zatracić w piekle. No właśnie...bardziej niż prześladowania ze strony otoczenia, należy bać się potępienia...należy bać się grzechu....Ludzie tak naprawdę nie mogą nam nic zrobić... Nawet jeżeli dla imienia Jezusa stracimy życie...to tak naprawdę zyskamy o wiele więcej... brzmi to paradoksalnie...i kiedy myślimy po ludzku, strach przed śmiercią, cierpieniem, zranieniem, upokorzeniem jest naturalny...Ale Jezus mówi: Nie bójcie się...Bo bać się należy tego, kto duszę i ciało zatraci w piekle...ale nie świata...nie ludzi...

Czyż nie sprzedają dwóch wróbli za asa? A przecież żaden z nich bez woli Ojca waszego nie spadnie na ziemię. U was zaś nawet włosy na głowie wszystkie są policzone. Dlatego nie bójcie się: jesteście ważniejsi niż wiele wróbli. I nie bójcie się po raz trzeci...To akurat piękny kontekst...Jezus mówi o wróblach, o które Bóg się troszczy...A my? My jesteśmy ważniejsi niż te ptaszki...I znaczymy dla Boga o wiele więcej...dlatego mamy się NIE BAĆ... podoba mi się ta dzisiejsza Ewangelia...Bardzo mocno na mnie działa to nieustanne przypominanie by się nie bać...A fakt, że jestem ważniejszy od wróbli...że jestem bardzo ważny...to bardzo uspokajające :) i podnoszące na duchu...Wiedząc o tym...mogę zrobić wszystko... Bo Bóg jest większy od mojego strachu...