Przejdź do głównej zawartości

Miłujcie waszych nieprzyjaciół; dobrze czyńcie tym, którzy was nienawidzą; błogosławcie tym, którzy was przeklinają, i módlcie się za tych, którzy was oczerniają.

12 WRZEŚNIA 2019
Czwartek
Czwartek - wspomnienie dowolne bł. Marii od Jezusa, dziewicy
Czytania: (Kol 3,12-17); (Ps 150,1-2.3-4.5); Aklamacja (1 J 4,12); (Łk 6,27-38);

(Łk 6,27-38) - Kliknij, aby przeczytać.

Dobrze jest kochać innych, jeżeli ci "inni" też nas kochają...no a przynajmniej lubią...
A tu Jezus mówi: Miłujcie waszych nieprzyjaciół; dobrze czyńcie tym, którzy was nienawidzą; błogosławcie tym, którzy was przeklinają, i módlcie się za tych, którzy was oczerniają. Miłować nieprzyjaciół...OK nieprzyjaciół takich z prawdziwego zdarzenia to ja nie mam, ale wiem jak trudno jest nawet nić sympatii obudzić w kimś, kogo się po prostu nie lubi...nie chodzi o jakąś ekstremalną niechęć, ale o zwykły "deficyt sympatii". Ale Jezus uczy by kochać wszystkich...nawet tych, którzy są nam nieprzyjaźni. Wiem jak trudno jest porzucić niechęć do osoby, która mnie skrzywdziła, która mnie oczerniła, powiedziała coś przykrego...ale to jest wyzwanie...to jest próba ucznia Chrystusa.

Myślę, że wielu z nas uczucie nienawiści w czystej postaci może być obce...Ja na przykład nie znajduję takiej osoby, której bym z całego serca nienawidził. Owszem zdarzają się antypatie, niechęć...czy po prostu podejście neutralne do danych osób...ale to chyba normalne...Nie jest nic złego w tym, że kogoś po prostu nie lubię...że drażni mnie charakter, styl bycia itp danej osoby...Ale jeśli chcę być prawdziwie uczniem Chrystusa muszę być ponad tym... Powiedzieć sobie: to są moje ludzkie uczucia...normalną rzeczą jest, że kogoś nie lubię...Ale moim obowiązkiem jako wierzącego jest być życzliwym. Często takie życzliwe podejście może działać cuda. I na przykład antypatyczna sąsiadka może okazać się całkiem w porządku...a wszystko za sprawą jednego "dzień dobry" wypowiedzianego z uśmiechem.

Owszem...zgodzę się, że to trudne...Choć bardzo łatwo się te słowa pisze. Być życzliwym także wobec osób, które wobec nas są nieżyczliwe. Wobec tych, którzy zioną do nas wrogością...bo takie sytuacje też nam się zdarzają. Przecież my możemy nie dostrzegać w innych wrogów...co najwyżej możemy kogoś nie lubić, ale jednocześnie to my możemy być dla kogoś wrogami. Czy to w pracy lub w szkole...bo osiągamy lepsze wyniki.... Czy to we wspólnocie...bo nasze zaangażowanie jest dostrzegane i zostajemy wyznaczani do odpowiedzialnych zadań...czy nawet w rodzinie...bo lepiej nam się powodzi itp. A może być i tak, że ludzie patrzą na nas nieprzychylnym okiem bo jesteśmy wierzący... bo nie boimy się z odwagą przeciwstawiać się złu...
bo stajemy w obronie podstawowych wartości... i w związku z tym spotykają nas szydercze komentarze, obmowy, oczernianie...a często jawna agresja słowna a czasem i fizyczna...
Jak się wtedy zachować? Miłujcie waszych nieprzyjaciół; dobrze czyńcie tym, którzy was nienawidzą; błogosławcie tym, którzy was przeklinają, i módlcie się za tych, którzy was oczerniają. Oto zalecenia naszego Mistrza... Błogosławić nie złorzeczyć...modlić się a nie odpłacać się oczernianiem... Dobrem odpowiadać na zło...

Jak chcecie, żeby ludzie wam czynili, podobnie wy im czyńcie! To zdanie zwykło się określać "złotą zasadą postępowania" i do naszej rodzimej kultury przeniknęło w przysłowiu: "nie czyń drugiemu, co Tobie niemiłe". W czasie moich studiów prowadziłem burzliwe dyskusje ze współlokatorem. Jedna z takich rozmów doprowadziła nas do stwierdzenia, że gdyby wprowadzić tę zasadę (złotą zasadę postępowania)
w nasze życie społeczne i polityczne, bylibyśmy bliscy zbudowania sprawiedliwego świata.
Bo zauważmy...nikt z nas nie lubi być oszukiwany...zgodnie z tą zasadą sam postępuje uczciwie...jeżeli chcemy by inni respektowali jakieś zasady, sami musimy ich przestrzegać jako pierwsi. Często się przecież zdarza, że wymagamy czegoś od innych, czujemy się pokrzywdzeni, kiedy ktoś nas źle potraktuje...ale jednocześnie wobec samych siebie stosujemy taryfę ulgową...niczym bohater "W pustyni i w puszczy" -
"Kalemu ukraść krowa straszny grzech, ale jak Kali ukraść komuś krowa, to sprytny Kali...mądry Kali, zakombinował...a winny ten, który nie upilnował..."

"Wasza nagroda będzie wielka, i będziecie synami Najwyższego; ponieważ On jest dobry dla niewdzięcznych i złych. Bądźcie miłosierni, jak Ojciec wasz jest miłosierny". To jest chyba najmocniejszy argument do bycia dobrym dla tych, którzy dla nas nie są tacy przyjaźni...Ponieważ Bóg jako pierwszy daje nam przykład takiej miłości. Bóg kocha każdego z nas...Kocha bezwarunkowo... Mimo że jesteśmy grzesznikami...Nasze doświadczenie Bożej Miłości, Bożego Miłosierdzia, powinno być dla nas motorem do analogicznego postępowania.
Miłość jest podstawą naszego zbawienia...to z miłości Bóg posłał do nas swojego Syna...
To z miłości Chrystus umarł za nas na krzyżu...wziął na siebie nasze grzechy, nasze winy...
Przecież to każdy z nas powinien umrzeć, bo zapłatą za grzech jest śmierć. Ale Bóg nie chce śmierci grzesznika, ale by się nawrócił i miał życie...Bo kocha...tam mocno kocha, że żaden z nas nigdy tej miłości nie pojmie...a nasze postawy wobec drugich będą zawsze miłościopodobne...
Dlatego naszą odpowiedzią na tę niepojętą dla nas miłość, powinno być ukochanie wszystkich, zwłaszcza tych, którym pozytywne uczucia do nas nigdy nie przeszłyby przez głowę. Dlatego nie możemy rozważać miłości do nieprzyjaciół w oderwaniu od Miłości Boga do nas - grzeszników.
On pierwszy nas umiłował...bez względu na wszystko, dlatego i my...mamy to samo zadanie w stosunku do ludzi, których spotkamy na swojej drodze. Jako pointę chciałbym przytoczyć myśl Jana Budziaszka: "w czasie konfliktu z drugim człowiekiem pomyśl, czy oddałbyś za niego życie. Teraz."

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Wtedy Herod widząc, że go Mędrcy zawiedli, wpadł w straszny gniew.

Poniedziałek Czwarty dzień w oktawie Narodzenia Pańskiego, święto św. Młodzianków, męczennikówDzisiejsze czytania: 1 J 1,5-2,2; Ps 124,2-5.7b-8; Mt 2,13-18

(Mt 2,13-18) Gdy Mędrcy odjechali, oto anioł Pański ukazał się Józefowi we śnie i rzekł: Wstań, weź Dziecię i Jego Matkę i uchodź do Egiptu; pozostań tam, aż ci powiem; bo Herod będzie szukał Dziecięcia, aby Je zgładzić. On wstał, wziął w nocy Dziecię i Jego Matkę i udał się do Egiptu; tam pozostał aż do śmierci Heroda. Tak miało się spełnić słowo, które Pan powiedział przez Proroka: Z Egiptu wezwałem Syna mego. Wtedy Herod widząc, że go Mędrcy zawiedli, wpadł w straszny gniew. Posłał /oprawców/ do Betlejem i całej okolicy i kazał pozabijać wszystkich chłopców w wieku do lat dwóch, stosownie do czasu, o którym się dowiedział od Mędrców. Wtedy spełniły się słowa proroka Jeremiasza: Krzyk usłyszano w Rama, płacz i jęk wielki. Rachel opłakuje swe dzieci i nie chce utulić się w żalu, bo ich już nie ma.
Ewangelia dnia odnosi się do wspom…

Odwagi, Ja jestem, nie bójcie się!

09 STYCZNIA 2020
Czwartek
Czwartek - wspomnienie dowolne św. Adriana z Canterbury, opata
Czytania: (1 J 4,11-18); (Ps 72,1-2,10-11,12-13); (1 Tm 3,16); (Mk 6,45-52);



Zdaniem - kluczem dzisiejszego fragmentu jest "Odwagi, Ja jestem, nie bójcie się!"
A jak często my się boimy? Jak często pewne sprawy nas przerastają?  W takich oto sytuacjach przychodzi do nas Jezus...przychodzi łamiąc schematy....idzie krocząc po jeziorze naszego życia...Jak zachowujemy się w tej sytuacji? Krzyczymy tak jak apostołowie? Czy może cieszymy się na Jego widok?

Ale spójrzmy na tekst na dziś od początku: Kiedy Jezus nasycił pięć tysięcy mężczyzn, zaraz przynaglił swych uczniów, żeby wsiedli do łodzi i wyprzedzali Go na drugi brzeg, do Betsaidy, zanim odprawi tłum. To zdanie nakreśla nam sytuację po rozmnożeniu chleba. Jezus przynagla uczniów by wsiedli do łodzi i wyprzedzili Go. On chce w tym czasie odprawić tłum...

Gdy rozstał się z nimi, odszedł na górę, aby się modlić. To ważna wskazówka i dla nas…

Wielbi dusza moja Pana, i raduje się duch mój w Bogu, moim Zbawcy.

PoniedziałekDzisiejsze czytania: 1 Sm 1,24-28; 1 Sm 2,1.4-8; Łk 1,46-56
(Łk 1,46-56) Wtedy Maryja rzekła: Wielbi dusza moja Pana, i raduje się duch mój w Bogu, moim Zbawcy.  Bo wejrzał na uniżenie Służebnicy swojej.  Oto bowiem błogosławić mnie będą  odtąd wszystkie pokolenia,  gdyż wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmocny.  Święte jest Jego imię  a swoje miłosierdzie na pokolenia i pokolenia  [zachowuje] dla tych, co się Go boją.  On przejawia moc ramienia swego,  rozprasza [ludzi] pyszniących się zamysłami serc swoich.  Strąca władców z tronu,  a wywyższa pokornych.  Głodnych nasyca dobrami,  a bogatych z niczym odprawia. Ujął się za sługą swoim, Izraelem, pomny na miłosierdzie swoje jak przyobiecał naszym ojcom  na rzecz Abrahama i jego potomstwa na wieki.  Maryja pozostała u niej około trzech miesięcy; potem wróciła do domu.
Magnificat...Modlitwa Maryi, która modli się pod natchnieniem Ducha Świętego... To jedyny tekst modlitwy, jaką wypowiada Maryja na kartach Biblii.. Ale mimo to jest w tym tekście coś…