Przejdź do głównej zawartości

Nie sądźcie, że przyszedłem pokój przynieść na ziemię. Nie przyszedłem przynieść pokoju, ale miecz.

Poniedziałek

 Dzisiejsze czytania: Iz 1,11-17; Ps 50,7-8.16-17.21.23; Mt 10,40; Mt 10,34-11,1

(Mt 10,34-11,1)
Jezus powiedział do swoich apostołów: Nie sądźcie, że przyszedłem pokój przynieść na ziemię. Nie przyszedłem przynieść pokoju, ale miecz. Bo przyszedłem poróżnić syna z jego ojcem, córkę z matką, synową z teściową; i będą nieprzyjaciółmi człowieka jego domownicy. Kto kocha ojca lub matkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien. I kto kocha syna lub córkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien. Kto nie bierze swego krzyża, a idzie za Mną, nie jest Mnie godzien. Kto chce znaleźć swe życie, straci je, a kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je. Kto was przyjmuje, Mnie przyjmuje; a kto Mnie przyjmuje, przyjmuje Tego, który Mnie posłał. Kto przyjmuje proroka, jako proroka, nagrodę proroka otrzyma. Kto przyjmuje sprawiedliwego, jako sprawiedliwego, nagrodę sprawiedliwego otrzyma. Kto poda kubek świeżej wody do picia jednemu z tych najmniejszych, dlatego że jest uczniem, zaprawdę powiadam wam, nie utraci swojej nagrody. Gdy Jezus skończył dawać te wskazania dwunastu swoim uczniom, odszedł stamtąd, aby nauczać i głosić [Ewangelię] w ich miastach.

Dziś słyszymy w Ewangelii kolejne wskazania Jezusa, jakie dawał swoim apostołom...
z ostatnich wersów można wywnioskować, że były to zalecenia końcowe: Gdy Jezus skończył dawać wskazania, odszedł aby nauczać i głosić Ewangelię. Ale co takiego konkretnego dziś czytam?
od początku: Nie sądźcie, że przyszedłem przynieść pokój na ziemię. Nie przyszedłem przynieść pokoju, ale miecz..no słowa - nie ma co ukrywać - wbijające w fotel...
Jak je rozumieć? Myślę, że łatwo wywnioskować co Jezus miał na myśli z kontekstu całej tej Jego mowy.
Pamiętamy chyba dobrze ostatnie fragmenty, które mówiły o prześladowaniach, jakich doświadczać będą uczniowie Chrystusa...decydując się iść za Nim...i ogłaszać Jego Chwałę...na całym świecie...
Nie przyszedłem z pokojem...ale z mieczem....Całe życie Chrystusa przecież było naznaczone mieczem....
Niebezpieczeństwo czyhało na każdym kroku...od wczesnego dzieciństwa...A potem....prześledźmy losy apostołów...i kolejnych pokoleń wierzących...aż do AD 2014 ... Czy jest bezpiecznie? Czy to jest era pokoju? Owszem każdy z nas wierzy...i każdy z nas czuje pokój w sercu, kiedy może uwielbiać Jezusa...
Stawać w Jego obecności...śpiewać "Chwała, chwała, chwała, chwała Ci" ale potem wychodzisz z kościoła, ze spotkania wspólnoty...wychodzisz do świata...w którym w najlepszym wypadku zmierzą cię krzywym spojrzeniem, postukają się w czoło...ale są rejony świata...w XXI wieku...gdzie za krzyżyk na piersi możesz zarobić kulkę...Wiem piszę prostym językiem...nawet dość dosadnym...i niech wybaczy mi każdy, kogo może to jakoś razić...ale rozejrzyjmy się dookoła...i uświadommy sobie, że przyszło nam żyć na świecie ogarniętym wojną...ale - jak pisze św. Paweł - nie toczymy walki przeciwko krwi i ciału, ale przeciwko Zwierzchnościom i Władzom...to mistyczna walka Dobra ze Złem...a my jesteśmy w centrum...
Słowa Jezusa: przyszedłem przynieść na ziemię miecz nabierają nowego sensu...
Więc nasze jęki, stęki...pretensje na problemy...na niezrozumienie...na to, że rodzina ma do nas pretensje, że należymy do wspólnoty...to wszystko jest dowód na to, że nie żyjemy w erze pokoju...To tak jakby siedzieć w okopie i krzyczeć: Boże...dlaczego oni tyle strzelają...czemu tu jest tak głośno i tyle wybuchów dookoła... Jesteśmy na wojnie...więc będą rany...będą wybuchy...będą do nas strzelać...i pogódźmy się z tym... Jednak po naszej stronie walczy sam Bóg...więc losy tej wojny są przesądzone...

Ale wrócę do Ewangelii na dziś...dalej mamy potwierdzenie wcześniejszego zdania...
Przyszedłem poróżnić syna z ojcem...matkę z córką...OK...wystarczy...dalej nie muszę cytować...
wszystko jasne...ile razy my...ja, Ty, ktoś nam bliski...doświadczył w rodzinie przykrości z powodu swojej wiary: "znowu tyle godzin przesiadujesz w kościele"..."co wy tam robicie tyle czasu na tych salkach"...
"pomógłbyś w domu, a nie znowu do tej sekty idziesz"... takie i im podobne słowa ranią...zwłaszcza kiedy wypowiada je ktoś bliski...ale to wszystko zostało zapowiedziane...więc każdy z nas...Ty i ja...
decydując się na radykalne pójście za Chrystusem, musi się z tym liczyć...
Owszem boli kiedy się nasłuchamy takich "tekstów"...ale...no właśnie...to wszystko jest wpisane w Plan.
Co dalej? Kto kocha ojca lub matkę bardziej niż Mnie - nie jest Mnie godzien...
kto kocha syna lub córkę bardziej niż Mnie - nie jest Mnie godzien...
No ciężkie to z pozoru do przetrawienia...ale nie chodzi tu o jakieś zrywanie więzi rodzinnych...
To wygląda tak...decydując się na bycie uczniem Chrystusa - musisz mieć świadomość, że miłość rodziny, choć ważna i potrzebna, może być przeszkodą...Bo nie można stawiać rodziny przed Bogiem, przed Jezusem...inaczej jest to zaprzeczeniem Pierwszego Przykazania...owszem...człowiek się może troszkę w sobie buntować...ale to jest decyzja: albo wóz albo przewóz...chcesz być uczniem - nic nie może cię na tyle zaabsorbować byś zboczył z wyznaczonej przez Jezusa ścieżki...
Kolejne myśli: kto nie bierze swego krzyża a idzie za Mną nie jest mnie godzien.
Kto chce znaleźć swe życie, straci je...kto straci z Mego powodu znajdzie je.
Wzięcie krzyża jest obowiązkiem...to też takie odwołanie do początku dzisiejszego fragmentu.
Każdy kto mówi sobie: ok..będę uczniem Jezusa...pełen luz...sielanka...wszechogarniający pokój...
popełnia błąd...Droga ucznia...to droga z krzyżem - droga krzyżowa...wiodąca ku zmartwychwstaniu.
Albert Camus w jednej ze swoich książek napisał: Wszyscy jesteśmy Chrystusami...tak pod tym względem tak...Bo każdy z nas niesie swój krzyż...i nie może się go pozbyć, odrzucić...zamienić na "lepszy model".
Decyzja zostania uczniem....przyjęcie 100% tego wszystkiego, czego doświadczył Jezus...
oczywiście bardziej w duchowym sensie niż czysto fizycznym, choć wielu ludzi doświadcza też ogromnego cierpienia fizycznego. Krzyże choroby są dla niektórych ogromne...Ale nigdy ponad zdolności danej osoby. Nie można zatem powiedzieć sobie...Naśladować Jezusa - Super...Być Jego uczniem - ekstra.
Słuchać Jego słów - biorę to. Przyjąć Go, jako Pana i Zbawiciela - Teraz i tu...deklaruję...publicznie.
Ale jednocześnie powiedzieć...Cierpienie? Nigdy...Krzyż? To nie dla mnie....tego nie było w umowie...
Owszem...Było...Kto nie bierze krzyża a idzie za Mną....

Podobnie z tym poszukiwaniem życia...kto szuka życia straci je, kto straci dla Jezusa...znajdzie je...
To taka myśl na pohybel konsumpcjonizmowi...który dziś wchodzi w nasze życie bardziej niż 2000 lat temu. Choć musiał zawsze być...bo to takie ludzkie...chęć bycia wiecznie młodym, sprawnym błyskotliwym, popularnym...być na językach...pędzić za życiem...ale to bieg na skraju przepaści....i prędzej czy później... każdy kto tak uporczywie pędzi w poszukiwaniu "eliksiru życia"...skończy mówiąc kolokwialnie "nieciekawie". Co innego poświęcenie życia dla Bożej Sprawy...włącznie z oddaniem życia dla Wyższych Celów...Ad Maiorem Dei Gloriam...wtedy to mamy obietnicę...kto straci życie z Mego powodu - znajdzie je.

We fragmencie na dziś jest też mowa o stosunku świata do uczniów...oczywiście na początku była mowa o tym, że pójście za Chrystusem wiąże się z rzeczywistością konfliktu...z rzeczywistością miecza...
z rzeczywistością poróżnienia między członkami rodziny...Ale jest też druga strona...
Tą drugą stroną są ludzie, którzy przyjmują uczniów...którzy chcą słuchać Dobrej Nowiny...
Dla nich są dobre wieści... Kto was przyjmuje, Mnie przyjmuje; a kto Mnie przyjmuje, przyjmuje Tego, który Mnie posłał. Kto przyjmuje proroka, jako proroka, nagrodę proroka otrzyma. Kto przyjmuje sprawiedliwego, jako sprawiedliwego, nagrodę sprawiedliwego otrzyma. Kto poda kubek świeżej wody do picia jednemu z tych najmniejszych, dlatego że jest uczniem, zaprawdę powiadam wam, nie utraci swojej nagrody. Przyjmowanie uczniów jest przyjmowaniem Chrystusa...To pierwsza ważna sprawa...A ten kto nam pomoże w potrzebie ze względu na to, że jesteśmy Jego uczniami...nie utraci swej nagrody...To ważne nie tylko dla nas, ale i dla tych, do których się udamy...

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Wtedy Jezus zawołał donośnym głosem: Ojcze, w Twoje ręce powierzam ducha mojego.

14 KWIETNIA 2019
Niedziela
Niedziela Palmowa
Czytania: (Iz 50,4-7); (Ps 22,8-9.17-20.23-24); (Flp 2,6-11); Aklamacja (Flp 2,8-9); (Łk 22,14-23,56);

(Łk 22,14-23,56) - Kliknij, aby przeczytać.

Niedziela Palmowa, to inaczej niedziela Męki Pańskiej. W Kościele czytamy wtedy dwa fragmenty Ewangelii. W czasie procesji z palmami wsłuchujemy się w opis triumfalnego wjazdu Jezusa do Jerozolimy, a w czasie Liturgii Słowa, czytany jest opis Męki Pańskiej. Dzisiejszy dzień jest więc takim czasem, gdy Hosanna przeplata się z ukrzyżuj Go. I właśnie te dwa fragmenty, które są tak blisko siebie powinny uświadamiać każdemu z nas jak cienka jest granica między jednym i drugim okrzykiem tłumu.

Kiedy Jezus wjeżdżał na osiołku, spełniało się proroctwo Zachariasza:
Raduj się wielce, Córo Syjonu, wołaj radośnie, Córo Jeruzalem! Oto Król twój idzie do ciebie, sprawiedliwy i zwycięski. Pokorny - jedzie na osiołku, na oślątku, źrebięciu oślicy.
Żydom chyba była dobrze znana ta wizja, stąd radość na widok na J…

Które jest pierwsze ze wszystkich przykazań?

29 MARCA 2019
Piątek
Piątek - wspomnienie dowolne św. Wilhelma Temperiusza, biskupa
Czytania: (Oz 14, 2-10); (Ps 81 (80), 6c-8a. 8b-9. 10-11b. 14 i 17); Aklamacja (Mt 4, 17); (Mk 12, 28b-34);

(Mk 12, 28b-34) - Kliknij, aby przeczytać.

Na początku dzisiejszego zamyślenia na fragmentem Ewangelii, chciałbym zwrócić uwagę na pewną różnicę, jaką dostrzegłem. Choć mamy tutaj dialog z uczonym w Piśmie, jest on inny niż wszystkie poprzednie. Zazwyczaj każdy taki dialog kończył się w najlepszym wypadku upomnieniem uczonego...
a w najgorszych wypadkach poważnymi zarzutami wysnuwanymi przeciw nauczycielom Izraela...Tym razem jest inaczej.Jezus chwali uczonego w Piśmie...i ta pochwała sprawia, że  nikt już nie odważył się więcej Go pytać.

Ale właśnie o tę pochwałę chodzi...zobaczmy na kontekst: Jeden z uczonych w Piśmie zblizył się do Jezusa i zapytał Go: "Które jest pierwsze ze wszystkich przykazań?" To było podchwytliwe pytanie...
Przynajmniej tak można wnioskować, skoro większość ucz…

Nie bój się, Maryjo, znalazłaś bowiem łaskę u Boga.

25 MARCA 2019
Poniedziałek
Poniedziałek - Uroczystość Zwiastowania Pańskiego
Czytania: (Iz 7, 10-14); (Ps 40, 7-8a. 8b-10. 11); (Hbr 10, 4-10); (J 1, 14ab); (Łk 1, 26-38);

(Łk 1, 26-38) - Kliknij, aby przeczytać.

 Oto Panna pocznie i porodzi Syna, i nazwie Go imieniem Emmanuel.
Te słowa z Księgi Izajasza znajdują potwierdzenie w dzisiejszym fragmencie z Ewangelii.
Nie bój się, Maryjo, znalazłaś bowiem łaskę u Boga. Oto poczniesz i porodzisz Syna, któremu nadasz imię Jezus. Będzie On wielki i będzie nazwany Synem Najwyższego, a Pan Bóg da Mu tron Jego praojca, Dawida. Będzie panował nad domem Jakuba na wieki, a Jego panowaniu nie będzie końca.
Wielu z nas zna scenę zwiastowania na pamięć...Nawet modlimy się słowami "Pozdrowienia Anielskiego". Bądź pozdrowiona, pełna łaski, Pan z Tobą.
Ale jakie znacznie ma dla nas...osobiście to orędzie?

Co czujesz, kiedy odmawiasz każdego dnia "Zdrowaś Maryjo"...
Czy masz wrażenie, że w swojej modlitwie przywołujesz jeden z najważn…