Kto przyjmuje jedno z tych dzieci w imię moje, Mnie przyjmuje

Wtorek

Dzisiejsze czytania: Syr 2,1-11; Ps 37,3-4.27-29.39-40; Ga 6,14; Mk 9,30-37

(Mk 9,30-37)
Jezus i uczniowie Jego podróżowali przez Galileę  On jednak nie chciał, żeby kto wiedział o tym. Pouczał bowiem swoich uczniów i mówił im: Syn Człowieczy będzie wydany w ręce ludzi. Ci Go zabiją, lecz zabity po trzech dniach zmartwychwstanie. Oni jednak nie rozumieli tych słów, a bali się Go pytać. Tak przyszli do Kafarnaum. Gdy był w domu, zapytał ich: O czym to rozprawialiście w drodze? Lecz oni milczeli, w drodze bowiem posprzeczali się między sobą o to, kto z nich jest największy. On usiadł, przywołał Dwunastu i rzekł do nich: Jeśli kto chce być pierwszym, niech będzie ostatnim ze wszystkich i sługą wszystkich! Potem wziął dziecko, postawił je przed nimi i objąwszy je ramionami, rzekł do nich: Kto przyjmuje jedno z tych dzieci w imię moje, Mnie przyjmuje; a kto Mnie przyjmuje, nie przyjmuje mnie, lecz Tego, który Mnie posłał.


Jezus mówi o tym, co Go czeka w Jerozolimie. Syn Człowieczy będzie wydany w ręce ludzi. Ci Go zabiją, lecz zabity po trzech dniach zmartwychwstanie. Uczniowie jednak nie rozumieją...
A może nie chcą zrozumieć...Bo mają inne sprawy na swoich głowach...Sprawy bardziej przyziemne.

Gdy był w domu, zapytał ich: O czym to rozprawialiście w drodze? Lecz oni milczeli, w drodze bowiem posprzeczali się między sobą o to, kto z nich jest największy. To ciekawe zdanie...
Jezus pyta: o czym rozmawialiście, ale dobrze wie o czym rozmawiali...Ten motyw przewija się na kartach Biblii. Bóg pyta człowieka...choć doskonale wie, co się z człowiekiem dzieje, w jakim stanie znajduje się jego serce. Pytał Adama: Gdzie jesteś? Ale wiedział gdzie jest...Tak samo teraz - w tym fragmencie - pyta uczniów: o czym rozprawialiście w drodze? Ale wie doskonale, że pokłócili się o to kto z nich jest najważniejszy...

Dlaczego zatem Jezus o to pytał? Dlaczego Bóg zadaje człowiekowi takie pytania? Może dlatego, bo chce by człowiek sam uświadomił sobie gdzie jest...co myśli...co jest w jego sercu...Tu nie chodzi o to by Bóg dostał odpowiedź...ale by człowiek stanął w prawdzie przed samym sobą...i sam sobie odpowiedział gdzie jest, co robi...o czym myśli...co zaprząta jego serce...

No właśnie...o czym rozprawiali uczniowie? O pierwszeństwie...O tym kto z nich najwięcej znaczy...
Kto jest największy...najważniejszy...To dyskusja i dziś obecna wśród nas...I może nie byłoby w tym nic złego, bo każdy z nas marzy o rzeczach wielkich...każdy z nas pragnie COŚ znaczyć...
ale zauważmy kontekst...Jezus mówi o ważnych sprawach...o swojej śmierci i zmartwychwstaniu.

A oni...niczym małe dzieci...kłócą się o to kto z nich jest tym NAJ....najlepszym...najważniejszym...najpierwszym...

Jezus zatem wyjaśnia im jak to jest z byciem pierwszym...
Jeśli kto chce być pierwszym, niech będzie ostatnim ze wszystkich i sługą wszystkich! 
Być pierwszym to nie jest przywilej...to odpowiedzialność.
Być pierwszym...to być sługą...




Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Czy po to wnosi się światło, by je postawić pod korcem lub pod łóżkiem? Czy nie po to, aby je postawić na świeczniku?

Nie przyszedłem przynieść pokoju, ale miecz.

Czwartek. Ez 36,23-28; Ps 51,12-15.18-19; Ps 95,8ab; Mt 22,1-14