Przejdź do głównej zawartości

Całe miasto było zebrane u drzwi.

Środa 

Dzisiejsze czytania: Hbr 2,14-18; Ps 105,1-4.6-9; J 10,27; Mk 1,29-39

(Mk 1,29-39)
Po wyjściu z synagogi Jezus przyszedł z Jakubem i Janem do domu Szymona i Andrzeja. Teściowa zaś Szymona leżała w gorączce. Zaraz powiedzieli Mu o niej. On podszedł do niej i podniósł ją ująwszy za rękę, tak iż gorączka ją opuściła. A ona im usługiwała. Z nastaniem wieczora, gdy słońce zaszło, przynosili do Niego wszystkich chorych i opętanych; i całe miasto było zebrane u drzwi. Uzdrowił wielu dotkniętych rozmaitymi chorobami i wiele złych duchów wyrzucił, lecz nie pozwalał złym duchom mówić, ponieważ wiedziały, kim On jest. Nad ranem, gdy jeszcze było ciemno, wstał, wyszedł i udał się na miejsce pustynne, i tam się modlił. Pośpieszył za Nim Szymon z towarzyszami, a gdy Go znaleźli, powiedzieli Mu: Wszyscy Cię szukają. Lecz On rzekł do nich: Pójdźmy gdzie indziej, do sąsiednich miejscowości, abym i tam mógł nauczać, bo na to wyszedłem. I chodził po całej Galilei, nauczając w ich synagogach i wyrzucając złe duchy.

Jezus wychodzi z synagogi...Synagoga to jedno z najważniejszych miejsc, gdzie można Go spotkać. Tam naucza, rozmawia z ludźmi, wyjaśnia Pisma...Rzeczą naturalną także dla każdego z nas jest, że pierwszym miejscem spotkania z Bogiem jest kościół...jako budynek...
ale i Kościół jako wspólnota...Po wyjściu z synagogi Jezus przyszedł z Jakubem i Janem do domu Szymona i Andrzeja. Jezus wychodzi z synagogi i idzie do domu Szymona i Andrzeja...
Odwiedza swoich przyjaciół...Jego uczniowie są także Jego przyjaciółmi...To ważne by w naszych relacjach przyjacielskich, koleżeńskich także był obecny Jezus...Byśmy nie traktowali Go jak kogoś odległego...z kim nie można nawiązać więzi...bo jest kimś "na wysokim stanowisku." Jezus jest Synem Bożym...Kimś Wielkim...ale jednocześnie bardzo nam bliskim...naszym przyjacielem...
Dlatego naturalne powinno być dla nas zapraszanie Go do naszej codziennej rzeczywistości.
Teściowa zaś Szymona leżała w gorączce. Zaraz powiedzieli Mu o niej. On podszedł do niej i podniósł ją ująwszy za rękę, tak iż gorączka ją opuściła. A ona im usługiwała. Zapraszając Jezusa do siebie, przedstawiamy Mu swoje codzienne problemy...zmartwienia...
Takim zmartwieniem była chora teściowa...Gorączkę można tu potraktować symbolicznie, jako chorobę duchową...ale można też odczytywać to dosłownie...Jezus przychodzi do domu i leczy wszystkie choroby...naprawia to, co zepsute...uzdrawia nasze chore relacje...wprowadza zgodę w rodzinie...Gorączka ustępuje...egoizm zmienia się w postawę służby...

A'propos gorączki teściowej...spotkałem się właśnie z taką interpretacją, iż powodem jej stanu zdrowia, był właśnie stan jej ducha...i emocji...Dlatego po uzdrowieniu pojawia się informacja "usługiwała im." Gorączka była wynikiem stanu zacietrzewienia się...Powiedzenia NIE...Nie będę służyć. Jestem na to "za dobra..." Znamy taki stan? Tak bardzo unosisz się dumą, że aż boli Cię głowa na samą myśl, żeby komuś pomóc, czy coś zrobić itp.
Ale spójrzmy dalej...

Z nastaniem wieczora, gdy słońce zaszło, przynosili do Niego wszystkich chorych i opętanych;
i całe miasto było zebrane u drzwi.
Zaskakujące dla mnie jest to, że ludzie z Ewangelii mają niesamowity talent wywiadowczy...Zawsze - nie wiadomo skąd - dowiadują się, że Jezus gdzieś przebywa...Im bardziej próbuje On to ukryć, tym bardziej tłumy garną do Niego...
Całe miasto jest zebrane u drzwi. Możemy to sobie wyobrazić na przykładzie współczesnych celebrytów...Kiedy przyjeżdżają do jakiegoś miasta, tłumy fanów oblegają hotel...
Ale Jezus był Kimś Więcej niż współczesne gwiazdeczki srebrnego ekranu.
Jezus jest KIMŚ więcej...
Dlatego - w przeciwieństwie do ludzi showbiznesu - nie ukrywa się w mieszkaniu Szymona, ale wychodzi do ludzi. Uzdrowił wielu dotkniętych rozmaitymi chorobami i wiele złych duchów wyrzucił, lecz nie pozwalał złym duchom mówić, ponieważ wiedziały, kim On jest. Wychodzi do ludzi i uzdrawia...Pochyla się nad najsłabszymi, potrzebującym, trapionymi na ciele i na duchu.
Przerywa przyjacielskie spotkanie by służyć pomocą tym, którzy do Niego przyszli...
A czy my jesteśmy gotowi na to by przerwać ulubione zajęcie na rzecz misji na rzecz Królestwa Niebieskiego? Czy może jesteśmy tym tak pochłonięci, że mówimy sobie: "Ewangelizacja może poczekać."

Nad ranem, gdy jeszcze było ciemno, wstał, wyszedł i udał się na miejsce pustynne, i tam się modlił. To ważna myśl w tym dzisiejszym fragmencie...udał się na miejsce pustynne aby się modlić. Jest to wyraźne wskazanie dla nas...Zresztą cały powyższy tekst również. Postawa Jezusa pokazuje, że bycie Jego uczniem, to bycie całkiem "normalnym" człowiekiem. Wiecie o co chodzi w tym zaznaczeniu "normalnym?" Wiele osób myśli, że chrześcijanie to jacyś "totalnie odjechani ludzie." Żyjący w oderwaniu od rzeczywistości...Zamknięci w swoich ciasnych domkach...mający jeszcze ciaśniejsze umysły...i skupieni tylko na Chwaleniu Pana...Tymczasem sam Jezus postępuje inaczej...Owszem modli się...spędza czas w synagodze, gdzie naucza...i rozważa Pisma...
To jednak jeden z elementów...Ważny...może nawet najważniejszy, ale jeden z wielu.

Jezus spotyka się z przyjaciółmi...odwiedza ich...wspiera w codziennych problemach. Czy my tak robimy? Ile czasu poświęcamy dla naszych znajomych? Czy nie izolujemy się? Naprawdę kawka, ciasteczko i ploteczki też są potrzebne...Człowiek nie może być samotną wyspą. Socjolodzy już wiele lat temu udowodnili, że człowiek do swojego rozwoju (na wielu płaszczyznach) potrzebuje innych. Potrzebuje grupy ludzi, z którą będzie się identyfikować...Ale potrzebuje i społeczeństwa.
Społeczeństwo symbolizuje miasto, które zgromadziło się u drzwi....
Nie można całkowicie odciąć się od naszych korzeni...nie możemy nie przyznawać się do swojego narodu czy społeczności lokalnej...Nie można tego całkowicie zignorować, ale służyć swoją pomocą w budowaniu społeczeństwa obywatelskiego.

To trzy filary. które podtrzymują budowlę. Trzy relacje: Z Bogiem, z najbliższymi przyjaciółmi i rodziną, ze społecznością lokalną (sąsiadami, rodakami)

Ale jest i czwarty filar: Pośpieszył za Nim Szymon z towarzyszami, a gdy Go znaleźli, powiedzieli Mu: Wszyscy Cię szukają. Lecz On rzekł do nich: Pójdźmy gdzie indziej, do sąsiednich miejscowości, abym i tam mógł nauczać, bo na to wyszedłem. I chodził po całej Galilei, nauczając w ich synagogach i wyrzucając złe duchy. Szymon odnajduje Jezusa i mówi: Wszyscy Cię szukają...Ale Jezus mówi: Pójdźmy gdzie indziej, do sąsiednich miejscowości...
To pewne wskazanie i dla nas. Nie możemy zamykać się także w naszej lokalnej społeczności...
Musimy być gotowi na pójście dalej...Na ciągłe rozszerzanie granic.
Dziś powszechne są podróże za granicę. Dlaczego zatem nie miałby one być pretekstem do głoszenia Dobrej Nowiny. Wielu z nas zna przynajmniej jeden język obcy...
Czemu nie porozmawiać z napotkanym obcokrajowcem o Jezusie?

Postawa Jezusa: Pójdźmy do sąsiednich miejscowości jest wezwaniem także dla nas....
Cały ten tekst na dziś jest wezwaniem do wyjścia z pewnego kręgu i pójścia dalej.

Jezus wychodzi z synagogi - miejsca modlitwy. Synagoga to miejsce, w które idzie się w celach religijnych. Tam nie można raczej spotkać człowieka, który nie wie po co przyszedł. Analogicznie. Idąc do kościoła, idziesz w celach religijnych. Nie idziesz na spektakl teatralny, ale na mszę świętą, czy nabożeństwo, spotkanie modlitewne itp. Nie idziesz po to by oglądać kreacje koleżanek, ale po to by spotkać się z braćmi w wierze...Ale z synagogi...z kościoła...trzeba wyjść.

Najczęściej idziesz w swoje środowisko...do przyjaciół, rodziny...Spotykacie się i rozmawiacie o bieżących sprawach. Nie zawsze mówicie wtedy o Bogu...Dlaczego tego nie zmienić? Dlaczego na spotkanie przyjaciół czy rodziny nie zaprosić Jezusa? Tak czyni Szymon z Andrzejem...
Ale nie można się i tu zatrzymać...Nawet jeżeli będzie z nami Jezus...to nie wszystko...
Powstanie wtedy kółko wzajemnej adoracji...I niby Jezus będzie pośród Was, ale....to nie będzie jednak "TO COŚ."

Trzeba wyjść z domu...Okaże się wtedy, że "przed naszymi drzwiami" czeka wielu ludzi, którzy czekają na Jezusa...I to MY musimy im Go zanieść....Należy jednak pamiętać by w tym naszym Niesieniu Jezusa, znaleźć czas na modlitwę indywidualną - osobistą relację z Bogiem.
Modlitwa wspólnotowa i indywidualna powinny iść zawsze w parze...Kiedy jedna jest słabsza, drugiej będzie o wiele ciężej rozwiązać wszystkie problemy. To tak jak z rękami lub nogami.
Z jedną sprawną niby da się żyć, ale jest o wiele trudniej niż gdyby były obie sprawne.

I na koniec...Świat...tam też jesteśmy wezwani. Tam też na nas ktoś czeka...
Zatem: nie zamykajmy się ani na rodzinę ani na społeczność lokalną ani na resztę świata.
Nie tkwijmy w kółku wzajemnej adoracji...ale nieśmy Jezusa wszędzie...
Nawet tam, gdzie jeszcze dziś nie umiemy sobie wyobrazić.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Strzeżcie się wszelkiej chciwości.

22 PAŹDZIERNIKA 2018
Poniedziałek
Poniedziałek XXIX tygodnia okresu zwykłego - wspomnienie obowiązkowe świętego Jana Pawła II, papieża
Czytania: (Ef 2, 1-10); (Ps 100 (99), 2-3. 4-5); (Mt 5, 3); (Łk 12, 13-21);

Łk 12, 13-21 - Kliknij, aby przeczytać.


Ludzie zwracali się do Jezusa z różnymi prośbami...Niektórzy myśleli, że Jezus pomoże im rozsądzić sprawy spadkowe...i inne spory o pieniądze. Ale Jezus mówi: Człowieku, któż Mię ustanowił sędzią albo rozjemcą nad wami? Tak naprawdę to nie jest Jego zadanie...Nie po to Jezus przyszedł na świat, by rozsądzać komu ile się należy...Ale ten problem, który ktoś Mu przedstawił, stał się pretekstem do nauki na temat chciwości...

Uważajcie i strzeżcie się wszelkiej chciwości, bo nawet gdy ktoś opływa [we wszystko], życie jego nie jest zależne od jego mienia. Co warte podkreślenia...Jezus nie mówi: pieniądze są złe, straszne, paskudne, okropne...to dzieło diabła...i najlepiej w ogóle nie mieć pieniędzy....Jezus mówi: strzeżcie się chciwości...Uważ…

Kto się przyzna do Mnie wobec ludzi, przyzna się i Syn Człowieczy do niego wobec aniołów Bożych.

20 PAŹDZIERNIKA 2018
Sobota
Sobota XXVIII tygodnia okresu zwykłego - wspomnienie obowiązkowe świętego Jana Kantego, prezbitera
Czytania: (Ef 1, 15-23); (Ps 8, 2 i 3b. 4-5. 6-7); (J 15, 26b. 27a); (Łk 12, 8-12);

(Łk 12, 8-12) - Kliknij, aby przeczytać.

Kilka myśli w związku z tym fragmentem...
Kto się przyzna do Mnie wobec ludzi, przyzna się i Syn Człowieczy do niego wobec aniołów Bożych;
Przyznawanie się do wiary...do Jezusa...Uznanie, że nie wstydzę się Go. Świadectwo życia wiarą. Takie postawy znajdą uznanie...Wtedy i Jezus "przyzna się do nas". Powie: "To jest mój uczeń"...To wielkie wyróżnienie...Jeżeli Syn Człowieczy...wobec aniołów...i świętych...i całego Nieba powie wskazując na Ciebie...a może na mnie (czego bardzo bym chciał) "To właśnie jest on...znam go...był Mi wierny".

Ale jest i druga strona medalu:  kto się Mnie wyprze wobec ludzi, tego wyprę się i Ja wobec aniołów Bożych. Wyparcie się Jezusa...nie przyznanie się do Niego...Ucieczka od podst…

Nie bójcie się: jesteście ważniejsi niż wiele wróbli.

19 PAŹDZIERNIKA 2018
Piątek XXVIII tygodnia okresu zwykłego
wspomnienie dowolne błogosławionego Jerzego Popiełuszki, prezbitera i męczennika
Dzisiejsze czytania: Ef 1, 11-14; Ps 33 (32), 1-2. 4-5. 12-13; Łk 12, 1-7

(Łk 12, 1-7) - kliknij, aby przeczytać.

Kiedy czytam ten fragment z Ewangelii widzę dwie ważne kwestie, o których mówi Jezus.
Pierwsza to obłuda faryzeuszy...Obłuda, którą pojmujemy jako niewłaściwa forma religijności.
Skąd bierze się taka postawa? Myślę, że jest ona wynikiem fałszywego postrzegania Boga...
Obrazu zaburzonego...Faryzeusze chcieli wykazać się nienaganną postawą moralną, gdyż wydawało im się, że w ten sposób zaskarbią sobie łaski u Boga...Zdobędą u Niego "punkty". Nienaganna postawa moralna przejawiała się skrupulatnym przestrzeganiem przepisów Prawa...Gdyż Bóg - surowy sędzia - rozliczy każdego, kto łamie przepisy...Czy i dziś wielu z nas nie nosi w sobie takiego obrazu?

Bóg, który jest policjantem...czyhającym z duchowym "fotoradarem"...…