Przejdź do głównej zawartości

XXIII niedziela zwykła. Iz 35,4-7a; Ps 146,6c-10; Jk 2,1-5; Mt 4,23; Mk 7,31-37


(Mk 7,31-37)
Jezus opuścił okolice Tyru i przez Sydon przyszedł nad Jezioro Galilejskie, przemierzając posiadłości Dekapolu. Przyprowadzili Mu głuchoniemego i prosili Go, żeby położył na niego rękę. On wziął go na bok, osobno od tłumu, włożył palce w jego uszy i śliną dotknął mu języka; a spojrzawszy w niebo, westchnął i rzekł do niego: Effatha, to znaczy: Otwórz się! Zaraz otworzyły się jego uszy, więzy języka się rozwiązały i mógł prawidłowo mówić. /Jezus/ przykazał im, żeby nikomu nie mówili. Lecz im bardziej przykazywał, tym gorliwiej to rozgłaszali. I pełni zdumienia mówili: Dobrze uczynił wszystko. Nawet głuchym słuch przywraca i niemym mowę.

Kiedy wsłuchuję się w ten fragment z Ewangelii, zawsze patrzę głębiej...Bo co widzimy w scenie, nakreślonej przez św. Marka? Uzdrowienie głuchoniemego...Jezus bierze chorego na bok, wkłada palce w jego uszy, śliną dotyka mu języka i wypowiada słowo: Effatha....Otwórz się. Chory natychmiast odzyskuje zdrowie. Tak to zdarzenie zostało nakreślone przez ewangelistę...ale czy naprawdę chodzi wyłącznie o uzdrowienie? Ja - kiedy słucham tego fragmentu, odnoszę wrażenie, że Jezus mówi do każdego z nas Effatha...Przychodzi do nas...wyciąga nas z tłumu...bierze na bok...A potem mówi "otwórz się" do tych sfer w naszym życiu, które są zamknięte na Jego działanie.
Jak wiele dziś jest osób niemych i głuchych duchowo...ich uszy zamknięte są na Ewangelię.
ich język nie głosi Chwały Bożej...Czytając ten fragment zadaję często sam sobie pytanie:
Czy naprawdę słyszę...czy może tylko mi się wydaje...
Czy zawsze dobrze mówię...czy może moja mowa jest bełkotem, którego nikt nie rozumie?
A może słucham nie tego, co trzeba? Może podsłuchuję rozmów, które mnie nie dotyczą...
a potem plotkuję, obmawiam...oczerniam...
Czy moja mowa jest - tak jak napisano w Biblii - Tak, tak...nie, nie...czy może kombinuję, koloryzuje, gadam to, co ludzie chcą usłyszeć? Czy moje słowa są pełne frazesów...pustych obietnic...czy przechwałek.
Czy wsłuchuję się w natchnienia Ducha Świętego? Czy staram się realizować to, co usłyszałem? Czy może natchnienia z Góry wpuszczam jednym uchem a wypuszczam drugim...To samo tyczy się relacji z przełożonymi, z przyjaciółmi, w rodzinie...Czy słucham...czy tylko słyszę...
Czy mówię...a może tylko gadam, albo przemawiam, albo dyskutuję...czyli po prostu paplam...

Tak często zdarza się, że dużo mówimy a mało słuchamy...Ktoś kiedyś powiedział, że mamy dwoje uszu ale jedne usta by zachować właściwą proporcję - dwa razy więcej słuchać niż mówić.
Często też tak bywa, że nie chcemy kogoś słuchać. Nasze uprzedzenia do danej osoby są tak duże, że po prostu na sam jej widok zatykamy sobie uszy i nie interesuje nas, co ona ma do powiedzenia.
Zauważamy to wśród miłościwie nam panujących...włączmy debaty i przekonajmy się o tym...
Kilku zaproszonych ekspertów niby ma prowadzić debatę a wzajemnie się zakrzykują...nikt nikogo nie słucha...wszyscy chcą przedstawić swoje argumenty...Wszystko to zaś w myśl zasady, że "moja racja jest mojsza niż twojsza. Bo moja racja jest najmojsza". Premier nie wysłucha, co ma do powiedzenia lider opozycji, bo cokolwiek by nie miał, należy do z góry uznać z głupie, bezsensowne i niewarte dyskusji...i odwrotnie. Każdy z liderów opozycji wychodzi z założenia, że opozycja jest po to by "być przeciw" bez względu na wszystko. To polityka, która - jak wiemy - rządzi się swoimi prawami...a jej klasyczna definicja "roztropna troska o dobro wspólne" już dawno przestała być aktualna.

Ale wrócę do strony duchowej tego fragmentu...i do momentu uzdrowienia.
Jezus wypowiada słowo: Effatha. - Otwórz się...i mówi je także do każdego z nas.
On pragnie byśmy się otwierali...by każda sfera naszego życia otwierała się na Jego działanie.
Byśmy otwierali się na Słowo Boże...Byśmy otwierali się na siostry i braci...
Dziś powszechne jest zamknięcie się...zamknięcie się ludzi - jako jednostek.
I zamknięcie się społeczeństwa....Niestety mamy również do czynienia z zamknięciem się wspólnot...
itd...Zamknięcie to jest na dwóch płaszczyznach. Zamknięcie na Boga...na natchnienia Ducha Świętego, na przeżywanie Słowa Bożego...oraz zamknięcie na ludzi...trwanie w swoim własnym ciepełku...
I tworzenie tak zwanego "kółka wzajemnej adoracji". Jezus chce przychodzić do wszystkich tych sfer życia tak indywidualnego jak i zbiorowego i mówić Effatha...

Czy chcemy tego? chcemy by Jezus nas otworzył? by wyciągnął nas z zamknięcia się?
A może nam jest tak dobrze...i będziemy chcieli usłyszeć wszystko byle nie słowo: Effatha?
Będziemy słuchali Ewangelii i dyskutowali potem, jak piękne jest Słowo Boże...ba...może nawet powiemy:
jak żywe, jak aktualne...jakie ponadczasowe...a jak pięknie Pan Jezus dogadał faryzeuszom...On to jednak ma gadane...Ale co w związku z tym? Co z tego, że sobie poczytamy, posłuchamy, podyskutujemy, jeżeli nie otworzymy się całkowicie na Słowo Boże...Zostawienie małego lufcika to nie otwarcie...Otwarcie zawsze musi być na oścież...w przeciwnym wypadku możemy powiedzieć o uchyleniu...Owszem kiedy uchylamy okno zawsze wpada trochę powietrza, ale w ten sposób nigdy nie wywietrzymy pokoju.

Effatha to bardzo niebezpieczne dziś słowo...Otwarcie się w dobie powszechnego indywidualizmu może być przez niektórych zinterpretowane jako zamach na wolność osobistą. Naruszenie psychologicznej strefy intymnej. Kiedy czytam ten fragment z Ewangelii, zwracam też uwagę na gest Jezusa...Włożenie palców do uszu i dotknięcie śliną języka...Dziś taki gest mógłby zbulwersować...zostać uznany w najlepszym wypadku za...niehigieniczny...najbezpieczniej byłoby uzdrawiać na odległość...

W kontekście otwarcia i zamknięcia spójrzmy na nasze społeczeństwo. Ludzi upchano w wielkich wieżowcach...Często nie znamy swoich najbliższych sąsiadów...Każdy żyje dla siebie i średnio obchodzi go, co dzieje się za drzwiami obok. Znajoma, która założyła w mieście osiedlowy klub seniora, opowiadała mi historię dwóch kobiet, które dopiero na spotkaniu klubu, dowiedziały się, że mieszkają obok siebie. W jednym bloku, w jednej klatce...na jednym piętrze...szokujące, ale prawdziwe....przez 30 lat być tak zajętym swoimi sprawami, by nie wiedzieć kto jest moim sąsiadem....

Tak wygląda współczesna nam rzeczywistość...zamykamy się w prywatnym mikrokosmosie. Zakładamy na uszy słuchawki, odpalamy iPoda po czym ruszamy w miasto...mijamy wielu ludzi, na których nie zwracamy uwagi...Oni na nas zresztą też...wsiadamy do autobusu i szukamy miejsca, gdzie obok nikt nie siedzi...
A kiedy ktoś się dosiądzie, odwracamy głowę w kierunku szyby, by przypadkiem ta osoba się do nas nie odezwała. W pociągu szukamy pustego przedziału, bo kiedy jest zajęty, istnieje ryzyko, że nasz współpasażer może być złodziejem...Tak rzadko się do siebie uśmiechamy na ulicy...Tak rzadko mówimy "cześć" czy "dzień dobry" nawet nieznajomym...Każdy żyje dla siebie...nie ma czasu na życie dla innych...

Jezus przychodzi w te wszystkie rzeczywistości...dotyka nas...i mówi Effatha...Otwórz się...
Ale czy się otworzymy? to już zależy wyłącznie od nas...

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Idźcie, pokażcie się kapłanom. A gdy szli, zostali oczyszczeni.

Środa Wspomnienie św. Jozafata, biskupa i męczennikaDzisiejsze czytania: Tt 3,1-7; Ps 23,1-3.5-6; 1 Tes 5,18; Łk 17,11-19

(Łk 17,11-19) Zmierzając do Jerozolimy Jezus przechodził przez pogranicze Samarii i Galilei. Gdy wchodzili do pewnej wsi, wyszło naprzeciw Niego dziesięciu trędowatych. Zatrzymali się z daleka i głośno zawołali: Jezusie, Mistrzu, ulituj się nad nami. Na ich widok rzekł do nich: Idźcie, pokażcie się kapłanom. A gdy szli, zostali oczyszczeni. Wtedy jeden z nich widząc, że jest uzdrowiony, wrócił chwaląc Boga donośnym głosem, upadł na twarz do nóg Jego i dziękował Mu. A był to Samarytanin. Jezus zaś rzekł: Czy nie dziesięciu zostało oczyszczonych? Gdzie jest dziewięciu? żaden się nie znalazł, który by wrócił i oddał chwałę Bogu, tylko ten cudzoziemiec. Do niego zaś rzekł: Wstań, idź, twoja wiara cię uzdrowiła.
Dzisiejszy fragment z Ewangelii przybliża nam historię uzdrowienia dziesięciu trędowatych. Jezus zmierza do Jerozolimy. Na pograniczu Samarii i Galilei spotyka …

W dobrych zawodach wystąpiłem, bieg ukończyłem, wiarę ustrzegłem.

Sobota Uroczystość św. Apostołów Piotra i PawłaDzisiejsze czytania: Dz 12,1-11; Ps 34,2-9; 2 Tm 4,6-9.17-18; Mt 16,18; Mt 16,13-19
(2 Tm 4,6-9.17-18) Najmilszy: Krew moja już ma być wylana na ofiarę, a chwila mojej rozłąki nadeszła. W dobrych zawodach wystąpiłem, bieg ukończyłem, wiarę ustrzegłem. Na ostatek odłożono dla mnie wieniec sprawiedliwości, który mi w owym dniu odda Pan, sprawiedliwy Sędzia, a nie tylko mnie, ale i wszystkich, którzy umiłowali pojawienie się Jego. Pośpiesz się, by przybyć do mnie szybko. Natomiast Pan stanął przy mnie i wzmocnił mię, żeby się przeze mnie dopełniło głoszenie /Ewangelii/ i żeby wszystkie narody /je/ posłyszały; wyrwany też zostałem z paszczy lwa. Wyrwie mię Pan od wszelkiego złego czynu i wybawi mię, przyjmując do swego królestwa niebieskiego; Jemu chwała na wieki wieków! Amen.

Kilka ważnych prawd od św. Pawła - W dobrych zawodach wystąpiłem, bieg ukończyłem, wiarę ustrzegłem. Paweł ma świadomość, że jego misja była "dobrymi zawodami"…

Chociaż Boga się nie boję ani z ludźmi się nie liczę, to jednak, ponieważ naprzykrza mi się ta wdowa, wezmę ją w obronę, żeby nie przychodziła bez końca i nie zadręczała mnie.

20 PAŹDZIERNIKA 2019
Niedziela
Niedziela - XXIX Niedziela zwykła
Czytania: (Wj 17, 8-13); (Ps 121 (120), 1-2. 3-4. 5-6. 7-8); (2 Tm 3, 14–4, 2); Aklamacja (Hbr 4, 12); (Łk 18, 1-8);








Kiedy rozmyślam nad tym, jak powinna wyglądać modlitwa,przede wszystkim moja modlitwa, zawsze staje mi przed oczami obraz z powyższej przypowieści. Jezus pokazuje na tym przykładzie, że modlitwa powinna być wytrwała, a nawet powinna być swego rodzaju "zawracaniem głowy" Bogu. Ale rzućmy okiem na to, co mówi Jezus: W pewnym mieście żył sędzia, który Boga się nie bał i nie liczył się z ludźmi. No tak...

Trudno do końca rozszyfrować jaki był naprawdę ten sędzia. Myślę, że dobrze wykonywał swój zawód. Może aż za dobrze. Może wyznawał zasadę: sprawiedliwość ponad wszystko.
Dura Lex, sed lex. Był legalistą. Mawiał zapewne: Prawo jest prawem. Prawo jest święte...
I nie ma okoliczności łagodzących dla nikogo. Nigdy.

To z jednej strony dobrze, bo w świecie współczesnym możemy się spotkać z odwrotnymi post…