Przejdź do głównej zawartości

Środa.1 Kor 3,1-9; Ps 33,12-15.20-21; Łk 4,18; Łk 4,38-44


(1 Kor 3,1-9)
Nie mogłem, bracia, przemawiać do was jako do ludzi duchowych, lecz jako do cielesnych, jako do niemowląt w Chrystusie. Mleko wam dałem, a nie pokarm stały, boście byli niemocni; zresztą i nadal nie jesteście mocni. Ciągle przecież jeszcze jesteście cieleśni. Jeżeli bowiem jest między wami zawiść i niezgoda, to czyż nie jesteście cieleśni i nie postępujecie tylko po ludzku? Skoro jeden mówi: Ja jestem Pawła, a drugi: Ja jestem Apollosa, to czyż nie postępujecie tylko po ludzku? Kimże jest Apollos? Albo kim jest Paweł? Sługami, przez których uwierzyliście według tego, co każdemu dał Pan. Ja siałem, Apollos podlewał, lecz Bóg dał wzrost. Otóż nic nie znaczy ten, który sieje, ani ten, który podlewa, tylko Ten, który daje wzrost - Bóg. Ten, który sieje, i ten, który podlewa, stanowią jedno; każdy według własnego trudu otrzyma należną mu zapłatę. My bowiem jesteśmy pomocnikami Boga, wy zaś jesteście uprawną rolą Bożą i Bożą budowlą.

Dziś znalazłem ciekawą myśl, którą postanowiłem podzielić się na Facebooku. Ponieważ w pewnym sensie łączy się z rozważaniem wokół dzisiejszego czytania, chcę podzielić się nią i tutaj: Chodzenie do kościoła czyni Cię chrześcijaninem tak samo jak stanie w garażu czyni Cię samochodem.
Św. Paweł zaś pisze: Nie mogłem, bracia, przemawiać do was jako do ludzi duchowych, lecz jako do cielesnych, jako do niemowląt w Chrystusie. Mleko wam dałem, a nie pokarm stały, boście byli niemocni; zresztą i nadal nie jesteście mocni. Ciągle przecież jeszcze jesteście cieleśni. 
Co z tego wynika? Nie wystarczy zostać ochrzczonym i bierzmowanym. Nie wystarczy chodzić do kościoła i modlić się. Nie wystarczy mówić: jestem chrześcijaninem - uczniem Chrystusa, by być człowiekiem duchowym. Do tego by stać się człowiekiem duchowym potrzeba ciągłego wzrostu...dorastania i dojrzewania. Musimy każdego dnia coraz bardziej wchodzić w głąb...poznawać siebie, poznawać swoją wiarę, poznawać naszego Mistrza...i konsekwentnie iść tą drogą, jaką wskazuje nam Ewangelia.

Dopóki będą drzemać w nas liczne lęki, namiętności, burzliwe uczucia i inne oznaki cielesności, dopóty nie staniemy się ludźmi duchowymi...i będziemy dalecy od upodobnienia się do Chrystusa....
Paweł mówi Koryntianom: Skoro jeden mówi: Ja jestem Pawła, a drugi: Ja jestem Apollosa, to czyż nie postępujecie tylko po ludzku? Kimże jest Apollos? Albo kim jest Paweł? Sługami, przez których uwierzyliście według tego, co każdemu dał Pan. Dziś również kierują nami różne sympatie i antypatie. Być może mówimy. Tego księdza lubię, bo ma fajne kazania, tamten fajne rozważanie przy spowiedzi zawsze ma, ten z kolei pięknie śpiewa...a tamtego nie lubię, nie chodzę do niego do spowiedzi, unikam mszy, które odprawia. Jest stary, przygłuchy, nie umie śpiewać, mówi niewyraźnie....Znamy to?
Ludzkie sympatie nie mają żadnego znaczenia wobec misji, jaką pełni każdy kapłan, czy jaką pełnili apostołowie 2000 lat temu. Owszem zawsze kogoś będziemy lubić bardziej, kogoś mniej...ale najważniejsze jest to by spoglądać na naszych braci, którzy głoszą Ewangelię...zatem nie tylko kapłanów, ale i animatorów we wspólnotach...by spoglądać na nich przez pryzmat misji...a nie wyglądu, temperamentu, czy innych zewnętrznych cech.
To Ewangelia ma być zasadniczą misją życia...zasadniczą prawdą życia...
Głosiciel jest tylko narzędziem:  Ja siałem, Apollos podlewał, lecz Bóg dał wzrost. Otóż nic nie znaczy ten, który sieje, ani ten, który podlewa, tylko Ten, który daje wzrost - Bóg. 
To Bóg się liczy, to Chrystus ma tutaj znaczenie...To głoszenie Ewangelii jest główną misją...zadaniem numer jeden....Jeżeli jakiś głoszący chce promować siebie...to znaczy, że coś mu się poprzestawiało...
Zaburzyły się priorytety...Ja jestem tylko narzędziem...Tutaj szefem jest Bóg...
Wspominam moment wyboru kard. Josepha Ratzingera na papieża...kiedy już jako Benedykt XVI wyszedł na balkon powiedział: kardynałowie wybrali mnie - pokornego pracownika Winnicy Pańskiej.
Tak też i my, gdy głosimy Ewangelię, powinniśmy sobie powtarzać: jestem tylko narzędziem....
A działa Bóg...Kiedy przychodzimy na Eucharystię, którą odprawia mało sympatyczny ksiądz, też mówmy sobie: on jest narzędziem...Panie działaj przez niego...Przemawiaj do mnie...
Wtedy nasze spojrzenie zmieni się diametralnie...wyzbędziemy się mentalności Koryntian...
I przestaniemy dzielić się na zwolenników fajnych księży i fajniejszych księży....

Wrócę jeszcze na moment do człowieka cielesnego, w którym wciąż daje się zauważyć: zawiść i niezgodę.
Myślę, że te uczucia - burzliwe uczucia, towarzyszą każdemu z nas. Często jest w nas dużo gniewu, złości, poczucia niesprawiedliwości, niespełnienia, odrzuconej miłości...itp...itd...
Jesteśmy ludźmi...działają w nas zarówno sfery biologiczne jak i psychiczne, emocjonalne...no i duchowe.
Choć wielu naukowców chce wykreślić duchowość z życia ludzkiego, nie zrobi tego...bo zawsze będzie w nas pragnienie duchowości...ten kto odrzuci Boga, znajdzie duchowość w różnych niebezpiecznych praktykach neopogańskich....ale wrócę do tematu...
Tak, więc...jako istoty emocjonalne...zawsze będziemy mieć w sobie wiele uczuć...często sprzecznych.
Kiedy oglądamy wiadomości, kiedy czytamy gazety...nawet oglądając filmy...odkrywamy w sobie różne uczucia...napięcie, złość, radość, gniew...szczęście...itd
W uczuciach i emocjach - także tych nieprzyjemnych (czy jak mówią inni negatywnych) nie ma nic złego, dopóki mamy świadomość, że istnieją...I próbujemy nad nimi panować, kształtować, wykorzeniać te niedobre a pielęgnować te pozytywne...
Spoczęcie na laurach, uznanie się za człowieka porządnego, który nie musi w sobie już nic zmieniać, to największy błąd, jaki możemy popełnić. To daje się odczuć zwłaszcza w relacjach z innymi.
Jesteśmy tak bardzo przekonani o swojej doskonałości, że nie potrafimy przyznać racji innym...a tym samym przyznać się do własnego błędu....
Uświadomienie sobie, że mogę się mylić to pierwszy krok do pokory...a pokora buduje w nas umiejętność dostrzegania w sobie słabości, z którymi musimy walczyć....a ta świadomość jest pierwszym krokiem do walki ze słabościami...z cielesnością...To z kolei owocuje wzrostem duchowym...czyli - parafrazując św.Pawła przestawieniem się z mleka na pokarm stały...czyli po prostu wyjściem z duchowych pieluch.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Idźcie, pokażcie się kapłanom. A gdy szli, zostali oczyszczeni.

Środa Wspomnienie św. Jozafata, biskupa i męczennikaDzisiejsze czytania: Tt 3,1-7; Ps 23,1-3.5-6; 1 Tes 5,18; Łk 17,11-19

(Łk 17,11-19) Zmierzając do Jerozolimy Jezus przechodził przez pogranicze Samarii i Galilei. Gdy wchodzili do pewnej wsi, wyszło naprzeciw Niego dziesięciu trędowatych. Zatrzymali się z daleka i głośno zawołali: Jezusie, Mistrzu, ulituj się nad nami. Na ich widok rzekł do nich: Idźcie, pokażcie się kapłanom. A gdy szli, zostali oczyszczeni. Wtedy jeden z nich widząc, że jest uzdrowiony, wrócił chwaląc Boga donośnym głosem, upadł na twarz do nóg Jego i dziękował Mu. A był to Samarytanin. Jezus zaś rzekł: Czy nie dziesięciu zostało oczyszczonych? Gdzie jest dziewięciu? żaden się nie znalazł, który by wrócił i oddał chwałę Bogu, tylko ten cudzoziemiec. Do niego zaś rzekł: Wstań, idź, twoja wiara cię uzdrowiła.
Dzisiejszy fragment z Ewangelii przybliża nam historię uzdrowienia dziesięciu trędowatych. Jezus zmierza do Jerozolimy. Na pograniczu Samarii i Galilei spotyka …

W dobrych zawodach wystąpiłem, bieg ukończyłem, wiarę ustrzegłem.

Sobota Uroczystość św. Apostołów Piotra i PawłaDzisiejsze czytania: Dz 12,1-11; Ps 34,2-9; 2 Tm 4,6-9.17-18; Mt 16,18; Mt 16,13-19
(2 Tm 4,6-9.17-18) Najmilszy: Krew moja już ma być wylana na ofiarę, a chwila mojej rozłąki nadeszła. W dobrych zawodach wystąpiłem, bieg ukończyłem, wiarę ustrzegłem. Na ostatek odłożono dla mnie wieniec sprawiedliwości, który mi w owym dniu odda Pan, sprawiedliwy Sędzia, a nie tylko mnie, ale i wszystkich, którzy umiłowali pojawienie się Jego. Pośpiesz się, by przybyć do mnie szybko. Natomiast Pan stanął przy mnie i wzmocnił mię, żeby się przeze mnie dopełniło głoszenie /Ewangelii/ i żeby wszystkie narody /je/ posłyszały; wyrwany też zostałem z paszczy lwa. Wyrwie mię Pan od wszelkiego złego czynu i wybawi mię, przyjmując do swego królestwa niebieskiego; Jemu chwała na wieki wieków! Amen.

Kilka ważnych prawd od św. Pawła - W dobrych zawodach wystąpiłem, bieg ukończyłem, wiarę ustrzegłem. Paweł ma świadomość, że jego misja była "dobrymi zawodami"…

Chociaż Boga się nie boję ani z ludźmi się nie liczę, to jednak, ponieważ naprzykrza mi się ta wdowa, wezmę ją w obronę, żeby nie przychodziła bez końca i nie zadręczała mnie.

20 PAŹDZIERNIKA 2019
Niedziela
Niedziela - XXIX Niedziela zwykła
Czytania: (Wj 17, 8-13); (Ps 121 (120), 1-2. 3-4. 5-6. 7-8); (2 Tm 3, 14–4, 2); Aklamacja (Hbr 4, 12); (Łk 18, 1-8);








Kiedy rozmyślam nad tym, jak powinna wyglądać modlitwa,przede wszystkim moja modlitwa, zawsze staje mi przed oczami obraz z powyższej przypowieści. Jezus pokazuje na tym przykładzie, że modlitwa powinna być wytrwała, a nawet powinna być swego rodzaju "zawracaniem głowy" Bogu. Ale rzućmy okiem na to, co mówi Jezus: W pewnym mieście żył sędzia, który Boga się nie bał i nie liczył się z ludźmi. No tak...

Trudno do końca rozszyfrować jaki był naprawdę ten sędzia. Myślę, że dobrze wykonywał swój zawód. Może aż za dobrze. Może wyznawał zasadę: sprawiedliwość ponad wszystko.
Dura Lex, sed lex. Był legalistą. Mawiał zapewne: Prawo jest prawem. Prawo jest święte...
I nie ma okoliczności łagodzących dla nikogo. Nigdy.

To z jednej strony dobrze, bo w świecie współczesnym możemy się spotkać z odwrotnymi post…