Przejdź do głównej zawartości

Zaprawdę, powiadam wam: żaden prorok nie jest mile widziany w swojej ojczyźnie.

Poniedziałek

Dzisiejsze czytania: 2 Krl 5,1-15a; Ps 42,2-3; Ps 43,3-4; Ps 130,5.7; Łk 4,24-30

(Łk 4,24-30)
Zaprawdę, powiadam wam: żaden prorok nie jest mile widziany w swojej ojczyźnie. Naprawdę, mówię wam: Wiele wdów było w Izraelu za czasów Eliasza, kiedy niebo pozostawało zamknięte przez trzy lata i sześć miesięcy, tak że wielki głód panował w całym kraju; a Eliasz do żadnej z nich nie został posłany, tylko do owej wdowy w Sarepcie Sydońskiej. I wielu trędowatych było w Izraelu za proroka Elizeusza, a żaden z nich nie został oczyszczony, tylko Syryjczyk Naaman. Na te słowa wszyscy w synagodze unieśli się gniewem. Porwali Go z miejsca, wyrzucili Go z miasta i wyprowadzili aż na stok góry, na której ich miasto było zbudowane, aby Go strącić. On jednak przeszedłszy pośród nich oddalił się.


Fragment Ewangelii na dziś przenosi nas do rodzinnego miasta Jezusa. Warto przypomnieć kontekst wydarzeń, które miały miejsce wcześniej. Jezus przychodzi do synagogi w Nazarecie i odczytuje fragment z Księgi Izajasza. W rozdziale 61 prorok pisał: 

Duch Pana Boga nade mną, 
bo Pan mnie namaścił. 
Posłał mnie, by głosić dobrą nowinę ubogim, 
by opatrywać rany serc złamanych, 
by zapowiadać wyzwolenie jeńcom 
i więźniom swobodę; 
aby obwieszczać rok łaski Pańskiej, 
i dzień pomsty naszego Boga; 
aby pocieszać wszystkich zasmuconych,
<by rozweselić płaczących na Syjonie>, 
aby im wieniec dać zamiast popiołu, 
olejek radości zamiast szaty smutku, 
pieśń chwały zamiast zgnębienia na duchu. 

Jezus w komentarzu do przytoczonego fragmentu wskazuje, że właśnie teraz słowa Izajasza stają się faktem. A mieszkańcy Nazaretu zaczynają szemrać przeciw Niemu. Pytają: Skąd w Nim taka mądrość, przecież to jest Jezus - syn Józefa i Maryi. W odpowiedzi na te zarzuty Jezus mówi: Zaprawdę, powiadam wam: żaden prorok nie jest mile widziany w swojej ojczyźnie. Nikt nie jest prorokiem we własnym kraju...mówi im Jezus... I kontynuując nauczanie pokazuje historię Eliasza i Elizeusza...którzy swoich cudów dokonali własnie pośród obcych...bo "swoi" byli zamknięci...na Boga...i na Jego cuda...

Eliasz i Elizeusz zostali posłani do obcych. Dlaczego? Warto spojrzeć do Ksiąg Królewskich, by znaleźć odpowiedź. Po śmierci Dawida Izrael zaczął oddalać się od Boga i popadać w grzech bałwochwalstwa.
Pogłębiający się kryzys duchowy doprowadził do poważnej katastrofy politycznej - rozpadu państwa na dwa królestwa - Izraela i Judy. Na ten ciężki czas przypadała działalność proroków Eliasza i Elizeusza.

Eliasz ratuje się ucieczką z kraju, bo ciąży na nim wyrok śmierci. Dociera do Sarepty Sydońskiej i tam znajduje schronienie u wdowy - poganki. To ironia losu. Własny naród go nienawidzi, żona króla ściga go, bo jest prorokiem Pana, a pomaga mu kobieta z obcego kraju. Wiele wdów było w Izraelu za czasów Eliasza, kiedy niebo pozostawało zamknięte przez trzy lata i sześć miesięcy, tak że wielki głód panował w całym kraju; a Eliasz do żadnej z nich nie został posłany, tylko do owej wdowy w Sarepcie Sydońskiej. Dobry uczynek wdowy i przyjęcie Eliasza, sprawia że  "Dzban mąki nie wyczerpie się i baryłka oliwy nie opróżni się aż do dnia, w którym Pan spuści deszcz na ziemię". Bóg za sprawą Eliasza dokonuje jeszcze jednego cudu - wskrzesza syna wdowy. O tym właśnie mówi Jezus, przypominając o Eliaszu. 

Jest jeszcze historia Elizeusza, który był uczniem Eliasza. Jezus przypomina historię uzdrowienia Naamana - Syryjczka, sługę króla Aramu. W Drugiej Księdze Królewskiej czytam, że był on cenionym wojownikiem, ale cierpiał na trąd. Służąca jego żony wspomina o proroku, który jest w Samarii i może pomóc w jego sprawie, w jego chorobie. Naaman wyrusza zatem do proroka, ale ta sytuacja nie podoba się królowi Izraela, który uważa to za prowokację ze strony Aramejczyków. Elizeusz jednak mówi królowi: Niechże on przyjdzie do mnie, a dowie się, że jest prorok w Izraelu. Kiedy Naaaman przybywa, prorok poleca mu siedem razy zanurzyć się w Jordanie. A kiedy ten to czyni, ciało jego na powrót stało się jak ciało małego dziecka i został oczyszczony. Wtedy wrócił do męża Bożego z całym orszakiem, wszedł i stanął przed nim, mówiąc: Oto przekonałem się, że na całej ziemi nie ma Boga poza Izraelem! (por. 2 Krl 5,1-15a)

Te dwa przykłady nie podobają się mieszkańcom Nazaretu. Ewangelista Łukasz pisze:
Na te słowa wszyscy w synagodze unieśli się gniewem. Porwali Go z miejsca, wyrzucili Go z miasta i wyprowadzili aż na stok góry, na której ich miasto było zbudowane, aby Go strącić. On jednak przeszedłszy pośród nich oddalił się. To porównanie wywołuje gniew... agresję... mieszkańcy rodzinnej miejscowości chcieli nawet zabić Jezusa strącając Go ze skały... On jednak przeszedł między nimi i oddalił się. To niesamowite jak bardzo mocno może ktoś poczuć się urażony pokazaniem mu prawdy o nim samym. Dopóki Jezus "mądrze mówił", ale tak ogólnie był zachwyt pomieszany z zazdrością... I takie - z pozoru nic nie znaczące - pytania: skąd On to ma? Przecież to jeden z nas! Ale kiedy przychodzi skonfrontować się z prawdą o sobie samym, włącza się agresja, wściekłość... Bo przecież "jak On może nam coś takiego mówić"... Za kogo On się uważa? Dlaczego porównuje nas z naszymi przodkami, którzy zabijali proroków i czcili pogańskie bóstwa? My jesteśmy "porządni" bo przecież chodzimy do synagogi.

Czy ten obraz wydaje nam się znany? Myślę, że tak. Bo przecież także i nas dotykają podobne sytuacje...niezrozumienie, obmowa...niedowierzanie...docinki...
Kim on jest i co sobą prezentuje, dlaczego się wywyższa, jak on osiągnął takie sukcesy, przecież go wszyscy znamy... Ale tu pojawia się jeszcze gniew...otwarta agresja...Dziś może nikt z bliskich czy znajomych nie będzie chciał nas zabijać...ale często może się zdarzyć, że nie będą chcieli nas słuchać...
Nasze braterskie upomnienie uznane zostanie za próbę ustawiania komuś życia, narzucania swojego zdania... może to wywołać agresywne reakcje...może nam się nawet porządnie dostać...
będą nas wytykać palcami, za głoszenie prawd wiary, za wskazywanie właściwej drogi...drogi chrześcijanina....ale nie martwmy się...

Jezus powiedział...to czego Ja doświadczyłem i wy doświadczycie, więc musimy być gotowi, że kiedy wybieramy drogę ucznia...podzielimy los Mistrza...i w rodzinnych stronach, wśród swoich znajomych, sąsiadów, rodziny...doświadczymy niezrozumienia lub prześladowania....z powodu naszej wiary w Chrystusa, którą będziemy głośno wyznawać...i nasze dawanie świadectwa może nie przynieść spodziewanego owocu...wyłącznie dlatego, że niełatwo być prorokiem w swoim kraju.






Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Jeżeli was świat nienawidzi, wiedzcie, że Mnie pierwej znienawidził.

5 MAJA 2018
Sobota
Dzień powszedni - wspomnienie św. Stanisława Kazimierczyka, prezbitera
Dzisiejsze czytania: Dz 16, 1-10; Ps 100 (99), 2-3. 4-5; J 15, 18-21

(J 15, 18-21) - Kliknij, aby przeczytać.

Słowa, które wypowiada Jezus sprowadzają uczniów na ziemię...wskazują bowiem na podstawową prawdę: Jeżeli was świat nienawidzi, wiedzcie, że Mnie pierwej znienawidził. Bycie uczniem Chrystusa nie będzie pasmem nieustannych sukcesów...To także postawa nienawiści...wrogości... Gdybyście byli ze świata, świat by was kochał jako swoją własność. Ale ponieważ nie jesteście ze świata, bo Ja was wybrałem sobie ze świata, dlatego was świat nienawidzi. Jezus wyjaśnia dlaczego "świat nas nienawidzi". Nie jesteśmy z "tego świata". Pójście za Chrystusem oznacza odrzucenie "tego świata".

Pomiędzy ludźmi ze świata i wierzącymi istnieje diametralna różnica w sposobie widzenia rzeczywistości i jej sensu. Granica pomiędzy tymi dwoma światami nie pokrywa się z podziałem na tyc…

O cokolwiek prosić mnie będziecie w imię moje, Ja to spełnię.

28 KWIETNIA 2018
Sobota
Dzień powszedni
Dzisiejsze czytania: Dz 13, 44-52; Ps 98 (97), 1bcde. 2-3b. 3c-4; J 14, 7-14

(J 14, 7-14) - Kliknij aby przeczytać.

Dużo ważnych myśli pada w tym fragmencie na dziś. Już od pierwszych wersów....
Gdybyście Mnie poznali, znalibyście i mojego Ojca. Poznać Chrystusa jest równoznaczne z poznaniem Ojca...Często trudno nam dobrze poznać Boga...Dlatego powinniśmy starać się dobrze poznać Jezusa...
Wtedy znajdziemy drogę do poznania Boga. Ja jestem w Ojcu, a Ojciec we Mnie. Jezus jest współistotny Ojcu...mówimy w wyznaniu wiary...w innym miejscu Jezus powiedział: Ja i Ojciec jedno jesteśmy...
Wszystkie te myśli sprowadzają nas do tej prawdy...poznanie Chrystusa jest równoznaczne z poznaniem Boga Ojca.

Ale jest jeszcze druga część fragmentu Ewangelii na dziś...Przyznaję, że ten fragment jest jednym z tych, które mnie niezwykle fascynują. Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Kto we Mnie wierzy, będzie także dokonywał tych dzieł, których Ja dokonuję, owszem, i więk…

Panie, a co z tym będzie?

19 MAJA 2018
Sobota
Dzień powszedni - wspomnienie św. Urbana I, papieża - Msza poranna
Dzisiejsze czytania: Dz 28, 16-20. 30-31; Ps 11 (10), 4. 5 i 7; J 21, 20-25

(J 21, 20-25) - Kliknij, aby przeczytać.

Pierwsza rzecz jaka rzuca się w oczy w tym fragmencie to pytanie Piotra: Panie, a co z tym będzie? Skąd to pytanie? Co tak naprawdę interesowało Piotra? Jezus dopiero go powołał ponownie.... (trzykrotne pytanie o miłość...) a ten pyta co z nim będzie? (w sensie co będzie z Janem?) Prawdę mówiąc Piotra nie powinno to zbytnio interesować...powiedzielibyśmy mu dziś... Piotrze pilnuj swojego nosa, bo kto jak kto, ale to Jan okazał się być wierny...to on zdał celująco test z uczniostwa...a Ty? Zaparłeś się...i Jezus musiał Ci zrobić "egzamin poprawkowy"...
A teraz pytasz: a co z nim będzie?

To takie ludzkie... Przecież my również tego doświadczamy...interesuje nas wszystko dokoła...tylko nie własne życie... Chcielibyśmy może nawet ingerować w życie innych...w rozwój innych...a gd…